Niedokładna Diagnoza

Niedokładna Diagnoza

Tym razem zacznijmy od jednego ważnego pytania. Czy popularny serial ma przedstawiać rzeczywistość w pełni, czy być jednak po części fikcją literacką scenarzysty? Głównie w kontekście tego jak bardzo część widzów nie odróżnia prawdy ekranu od fikcji i myli życie przedstawione w telewizji z tym co mamy na co dzień (patrz mocne utożsamianie aktorów ze swoimi postaciami).

Oczywiście są seriale dokumentalne, które śledzą z kamerą jak rzeczywistą pracę wykonują osoby z poszczególnych zawodów lub jak ludzie zachowują się w najróżniejszych sytuacjach. Są seriale paradokumentalne, niby udające życie. No i inne seriale, które przynajmniej starają się zachować pozory, choć czasem pewne domysły scenarzysty prowadzą do zaskakujących konfliktów.

Diagnoza TVN to ewidentnie jeden z bardziej popularnych ostatnio seriali. Mamy już trzeci sezon, a ten drugi oglądało średnio 2,1 mln ludzi. Zresztą opowieści o lekarzach to stały element w telewizji. Od naszego Na dobre i na złe, przez zagranicznych Chirurgów i Ostrego Dyżuru, aż po Daleko od noszy. Widzów po prostu interesuje ich praca, choć i to bywa problematyczne. Przecież nawet pomimo konsultacji z prawdziwymi lekarzami zdarzają się niedociągnięcia i sytuacje, w których to co robią naprawdę w pełni nie pokrywa się z pomysłami scenarzystów.

Wróćmy jednak do serialu Diagnoza, który właśnie pojawił się na świeczniku z zupełnie innego powodu. Pielęgniarki czują się obrażone po tym co zobaczyły w jednym z ostatnich odcinków, ba być może by tego nie zauważyły, gdyby ktoś nie wpadł na pomysł, by z pewnego cytatu zrobić grafikę na Instagrama.

„Pani doktor, może ja się na tej medycynie nie znam, ale tak mi wychodzi z doświadczenia, że kubek ciepłej herbaty to jeszcze nikomu nie zaszkodził”. Ciekawa kwestia. Owszem, ale przeinaczająca rzeczywistość. Naprawdę ktoś myśli, że pielęgniarki nie znają się na medycynie? Że podczas studiów nie mają zajęć na ten temat, tylko uczą się np. jak zrobić herbatę? No i właśnie o to ten cały konflikt.

Pielęgniarki przecież szybko podały swoje argumenty w komentarzach pod grafiką z tym cytatem z serialu. Zarzuciły scenarzystom ośmieszenie ich zawodu, ale pewnie o sprawie niewiele kto by usłyszał, gdyby nie głupota administratorów profilu tego programu na Instagramie. Ten postanowił kasować nieprzychylne komentarze, co przecież powoduje zupełnie odwrotny efekt od zamierzonego.

Kasowanie komentarzy to przecież najgorsze postępowanie w Internecie. Udawanie, że czegoś po prostu nie ma. Chowanie przed resztą świata z myślą, że tylko jedna osoba ma takie złe zdanie na jakiś temat. Owszem jest to zrozumiałe gdy np. pojawiają się przekleństwa lub oskarżenia, które powinien rozstrzygać sąd, ale nie w sprawie którą dałoby się wyjaśnić. Być może więc biorąc pod uwagę pewną możliwość naginania faktów przez scenarzystów największy problem nie wywołali oni, a jakiś prawdopodobnie miły administrator za smartfonem luk komputerem.