Telewizja Polska straciła prawa do Igrzysk Olimpijskich

Cała historia zaczyna się od Igrzysk Olimpijskich w Melbourne w 1956. To właśnie wtedy po raz pierwszy sprzedano prawa do transmisji największej imprezy sportowej na świecie. Zainteresowane telewizje zapłaciły tyle, że suma ledwo przekroczyła koszt wyprodukowania sygnału. Jak bardzo od tego czasu sytuacja na rynku medialnym się zmieniła, obrazują kwoty. W 1956 roku na transmisje na cały świat wydano 40 tysięcy funtów, natomiast wczoraj Eurosport za prawa dla 50 krajów Europy wydał 920 milionów funtów (nawet dzieląc to na cztery Igrzyska Olimpijskie wychodzi średnio 230 milionów funtów za każde z nich).

Umowa Eurosportu jest jednak przełomowa nie ze względu na zaoferowaną kwotę. Po raz pierwszy Igrzyska Olimpijskie mogą nie być transmitowane w europejskich telewizjach publicznych. Do tej pory prawa m.in. dla Telewizji Polskiej, czy BBC załatwiało EBU. Mówiąc w skrócie każdy z 53 członków Europejskiej Unii Nadawców składał się na wspólną ofertę wysyłaną Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Jednak z roku na rok pieniądze oferowane za ekskluzywne prawa do najważniejszych wydarzeń sportowych rosną, a europejscy nadawcy publiczni wbrew pozorom nie są aż tak bogaci by konkurować z kapitałem prywatnych inwestorów. Warto dodać, że pierwsza oferta EBU wynosiła 750 tysięcy dolarów (tyle wydano za Rzymskie Igrzyska w 1960), już za Igrzyska Olimpijskie w Pekinie (2006) zapłacono 443,4 miliona dolarów, Zimowe w Turynie (2008) 135 milionów dolarów, a za dwie kolejne imprezy 746 milionów dolarów. Ta oferta była ostatnią, którą Europejska Unia Nadawców skusiła MKOL. Igrzyska w Soczi i przyszłoroczne w Rio de Janeiro sprzedano pośrednikowi Sportfive (za 316 milionów dolarów), a ten miał wynegocjować lepsze warunki rozmawiając z nadawcami z każdego kraju z osobna.

Wygrana Eurosportu jest również wyjątkowo ważna z punktu widzenia Telewizji Polskiej i widzów w naszym kraju. Oznacza bowiem, że to nie u publicznego nadawcy zobaczymy zmagania najlepszych sportowców globu. W latach 2018-2024 prawa w pełni posiadać będzie Eurosport (wyjątkiem od tej reguły są tylko Francja i Wielka Brytania gdzie będą to dopiero Igrzyska w 2022 i 2024). Z tego powodu już wczoraj tłumaczyć się musiał szef sportu TVP Włodzimierz Szaranowicz. Dowiedzieliśmy się, że Telewizja Polska jest nadal wyjątkowo pewna siebie wskazując na listę wydarzeń sportowych, które według prawa muszą zostać pokazane w telewizji bezpłatnej i licząc pewnie na odkupienie części praw.

Jednak tak naprawdę sytuacja jest bardzo poważna. Szef Eurosportu zadeklarował, że będzie rozmawiał z publicznymi nadawcami z Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec (to im chce odsprzedać część licencji), a w innych krajach prawdopodobne jest uruchomienie specjalnej bezpłatnej wersji Eurosportu. Zresztą wygrywając już w pierwszej rundzie negocjacji (z 20 rywalami) Eurosport zgodził się na niekodowane transmisje co najmniej 200 godzin Letnich Igrzysk Olimpijskich i ponad 100 godzin Zimowych.

Powstanie darmowej wersji Eurosportu w Polsce jest nawet jeszcze bardziej prawdopodobne, gdyż już kupując od sezonu 2016/2017 (na pięć lat i na wyłączność) prawa do Pucharu Świata w skokach narciarskich (który po decyzji KRRiT również musi być pokazywany bezpłatnie) mówiono o takim rozwiązaniu. Przyszłość transmisji sportowych w Polsce jest więc wyjątkowo ciekawa (szczególnie, że Eurosport pod nowym kierownictwem zaczął wyjątkowo prężnie działać). Tylko Telewizja Polska stoi na straconej pozycji, bo przegrała kolejne prawa po eliminacyjnych meczach piłkarskiej reprezentacji, Euro 2016, czy Siatkarskich Mistrzostwach Świata.