Wiem, że śmierć się dobrze sprzedaje. Wiem, że sensacja napędza zyski. Wreszcie wiem, że tabloidy nigdy poważną prasą nie będą, ale zwyczajną przesadą jest publikacja na okładce zdjęcia dziewczynki która zginęła od ciosu siekierą w księgarni. Tym bardziej, w sytuacji gdy jakoś twarz napastnika redakcja potrafiła „rozpikselizować”.
Choć od lat trwa wojna okładkowa tygodników opinii (z przeróbkami najróżniejszych postaci) to z takim pokazem nietaktu w historii naszej prasy raczej się nie spotkaliśmy. Mówimy przecież o tragedii pojedynczej rodziny, która szybko stała się sprawą wręcz publiczną. Każdy kto przyczynił się do publikacji tej opisywanej okładki „Faktu” powinien postawić się właśnie na miejscu bliskich ofiary. Jakie to uczucie stracić w taki sposób miłość swojego życia i jeszcze nie móc nawet na chwilę o tym nie myśleć (bo przecież wszyscy o tym mówią, a w kiosku znajduje się dosadne zdjęcie pełne krwi).
Cała sytuacja przypomniała mi o jeszcze jednym przypadku z amerykańskiej telewizji. Mąż pewnej pani zginął w wypadku samochodowym i gdy ta już zaczynała dochodzić do siebie, 16 miesięcy od tej tragedii natknęła się na coś okropnego w jednym z programów medycznych w stylu reality show. W postaci z zamazaną twarzą, którą przywieziono do szpitala rozpoznała swojego konającego męża. Co więcej pokazano rozmowy lekarzy na temat tego jak fatalny jest jego stan, czy warto w ogóle amputować nogi oraz jedną z ostatnich wypowiedzi o treści „Czy moja żona wie, że tu jestem?”.
Chamstwo producentów polegało na tym, że nikt nie poinformował wdowę o tym, że ostatnie chwile jej męża były nagrywane oraz zostaną pokazane w ogólnokrajowej stacji, w której zobaczą to miliony Amerykanów. Nawet do treści odcinka dodano rozmowę z kobietą, w której poinformowano ją o śmierci ukochanego. Zdaniem telewizji nic takiego się jednak nie stało, bo przecież zamazali twarz więc są bezkarni.
No właśnie tak samo myśli pewnie teraz tabloid. Czują się bezkarni i nie wierzę w to, że ktoś z redakcji konsultował się z rodziną dziewczynki przed wydrukowaniem okładki (albo że zdecydowano się wspomóc rodzinę jakimś procentem ze sprzedaży feralnego numeru). Zresztą nie chcę już dalej pisać jak bardzo zepsuty jest świat, w którym niedawno nawet zdjęcie śmiertelnie postrzelonego przez ZOMO może po latach reklamować wódkę na portalu społecznościowym.
