Można robić telewizję bez kamery

Do tej pory wydawało się, że technologicznie przyszłość telewizji jest jasna. Coraz to lepsze, nowsze kamery zapewniające jeszcze bardziej krystaliczny obraz (mowa oczywiście o Ultra HD). Jednak przejście na wyższą rozdzielczość to ogromne koszty dla wielu stacji (ba to nie wszystko bo należy pamiętać o przystosowanych do takich treści wozów transmisyjnych). Nawet dla naszej Telewizji Polskiej proces rezygnacji z kamer w 4:3 na te w 16:9 (głównie w ośrodkach regionalnych) trwał niesamowicie długo, a teraz stopniowo dokupuje się kolejne kamery w HD. Tym samym perspektywa Ultra HD jest wyjątkowo daleka. Okazuje się jednak, że istnieje sposób na maksymalne ograniczenie kosztów i nadawanie przynajmniej w dotychczasowej wysokiej rozdzielczości.

Oto zamiast profesjonalnych drogich kamer telewizyjnych można korzystać z… iPhonów! Co więcej stabilne statywy można zastąpić monopodami (lub jak kto woli „kijkami do selfie”). Na tak szalony pomysł wpadła właśnie szwajcarska stacja telewizyjna Léman Bleu. Co więcej nie jest w tym względzie pierwsza, bo w 2014 roku to rozwiązanie sprawdzał już amerykański kanał Charlotte Fox46, a jeden z nadawców w Skandynawii już w ogóle nie korzysta z tradycyjnych kamer.

W sumie ze względu na koszty nie ma co się dziwić. Mówimy przecież o stacjach lokalnych, które nie tylko mało zarabiają z reklam, ale często są finansowane ze źródeł prywatnych. Oszczędność jest spora, tym bardziej gdy dziennikarze smartfony o wystarczającej rozdzielczości i ilość megapikseli już posiadają w swojej kieszeni. Poza tym gdy zwykli ludzie słyszą o tworzeniu telewizji w taki sposób sami mogą marzyć o stworzeniu własnej małej stacji Internetowej, którą również można zrobić po kosztach.

Smartfony jako profesjonalne kamery pomimo niewątpliwie gorszej jakości obrazu (to dlatego Amerykanie z Charlotte Fox46 znowu używają kamer) mają swoje plusy. Przede wszystkim chodzi o mobilność. Można z nich korzystać wszędzie i szybko z nimi się przemieszczać (co potwierdza tzw. dziennikarstwo obywatelskie w stylu Kontakt 24 TVNu). Gdy dziennikarz już po pracy zauważy coś ciekawego nie musi wzywać ekipy telewizyjnej, bo po prostu wyciągnie telefon i gotowe wideo prześle do redakcji. Poza tym dla mniejszych stacji plusem jest ilość powstającego materiału. Bo choć liczyć się powinna jakość, a nie ilość, zawsze można zapełnić ramówkę dodatkowymi filmami, które bez smartfonów by nie powstały (zabrakłoby na ich przygotowanie czasu).

Wbrew pozorom telewizyjne dziennikarstwo przy pomocy telefonu nie jest prostsze. Pracownicy stacji przez jakiś czas przyzwyczajają się do swojej roli. Muszą zwracać uwagę m.in. na miejsca lepiej oświetlone i bardziej dokładnie dbać o ostrość, stabilizację obrazu, czy właściwe ustawienie smartfona przed wejściem na żywo. Tym samym mają więcej obowiązków. Dlatego też choć oszczędność jest spora, w chwili obecnej nie ma najmniejszych szans na zastąpienie tradycyjnych kamer w największych światowych stacjach telewizyjnych. Te spotkałyby się zaraz z zarzutem o amatorskie podejście do widza. Choć pamiętajmy, że pojedyncze połączenia z reporterami za pomocą komórki już się zdarzały (np. Polsat w taki sposób reklamował swoje LTE na antenie Polsat News), ale opieranie całej ramówki tylko na smartfonach jest zwykłym nonsensem.