Cienka granica między rzeczywistością a fikcją

Cienka granica między rzeczywistością a fikcją

Jaki ten świat telewizji piękny i idealny. Aż tak prawdziwy, że można się w nim zatracić i wierzyć we wszystko co nam się pokaże. Gdy tylko dodać do tego typowo polską, zwykłą ludzką zazdrość w stosunku do tych aktorów, prezenterów, sportowców, którym się powodzi, jesteśmy blisko absurdu, który właśnie niedawno się zdarzył.

Katarzynę Dowbor znamy od lat z najróżniejszych programów, jednak w ostatnich latach niesamowitą popularność przyniósł jej „Nasz nowy dom” w Polsacie. Średnio 2,46 mln widzów jednej z serii sprawiło, że jedna z niewielu misyjnych audycji stacji komercyjnych, otrzymała o wiele lepszy czas antenowy (z niedzieli 17:45 przeniesiono ją na czwartek na 20).

W każdym z odcinków ekipa robotników dokonuje ogromnej przemiany domu osób na tyle biednych lub dotkniętych życiem, że sami nie mieliby możliwości przeprowadzenia żadnego poważnego remontu. Remont ten swoją twarzą firmuje właśnie Katarzyna Dowbor, która co zachwyca wielu widzów, sama potrafi czasem wbić jakiś gwóźdź i przynajmniej przed kamerami pomóc profesjonalistom.

Nawet jeśli jakaś część tego programu jest wyreżyserowana to należy oddać Kasi Dowbor to, że potrafi w całej tej sytuacji znakomicie się odnaleźć i odegrać swoją rolę wprost po aktorsku. Robi to tak dobrze, że musiała ze swojej zawodowej pracy tłumaczyć się naprawdę w urzędzie.

Życzliwi sąsiedzi prezenterki dopuścili się anonimowego donosu opisując dokładnie wszystko to co widzieli na szklanym ekranie. Katarzyna miała bowiem zatrudniać dużą ekipę budowlaną na czarno, nie zgłaszając tego wszystkiego do właściwego urzędu. Co miało potwierdzać wersję wścibskiego telewidza? Cytując można to sprawdzić „oglądając program Nasz nowy dom”.

To tylko pokazuje, że rzeczywiście w naszym kraju są ludzie którzy ciągle mylą rzeczywistość realną z tą, choć w tym przypadku minimalnie, ale jednak fikcyjną. No i do tego robią wszystko by osobom znanym lub sąsiadom sprawiać problem w rycerski sposób korzystając z możliwości anonimowego donosu. Na szczęście Katarzyna Dowbor z tego co się stało mogła się tylko śmiać, bo przecież łatwo wytłumaczyła się, a producent programu telewizyjnego każdemu legalnie płacił. Co w takim razie jeszcze na nas czeka w przyszłości? Może donos do sanepidu na programy kulinarne, w których znane panie paradują z długimi włosami nad garami? A może jednak podatek od darowizny ratowanych restauracji, czy właśnie domów?