Powinno się udać, czyli drugi półfinał Eurowizji 2016

Powinno się udać, czyli drugi półfinał Eurowizji 2016

Dzisiaj na scenie Eurowizyjnej w Sztokholmie będziemy świadkiem drugiego półfinału tegorocznego konkursu piosenki Eurowizja. Transmisję przeprowadzi oczywiście telewizyjna Jedynka od godziny 21. Ja natomiast już po wczorajszej bardzo ważnej próbie generalnej (to podczas niej swoje głosy przyznają jurorzy z uczestniczących państw) jestem w stanie co nieco zdradzić i przedstawić swoje typy.

Po wstępie wideo po raz drugi w tym roku przedstawią nam się prowadzący, czyli ubiegłoroczny zwycięzca Mans Zelmerlow i Petra Mede (jedna z trzech pań, które dostąpiły tego niewątpliwego zaszczytu więcej niż jeden raz). Nie obędzie się bez żartów dla osób, które jeszcze Eurowizji nigdy nie widzieli. Widoczny jest podczas nich dystans do siebie Mansa i szczególnie Petry (dowcipkującej m.in. ze swojego wieku).

Świetną zabawą dla widzów będzie na pewno musicalowa historia Eurowizji, z której dowiemy się m.in. dlaczego 12 punktów z Norwegii dla Szwecji to nic podejrzanego oraz zobaczymy próba odtworzenia słynnego irlandzkiego interval act. Po tym dopiero nastąpi właściwa część konkursowa.

Tą rozpoczyna Łotysz, który znajduje się dość wysoko w zestawieniu przygotowanym przez bukmacherów. Mnie osobiście ta propozycja nie powala, a jej lekkim problemem może być numer 1, z którego rzadziej awansuje się dalej (widzowie po pewnym czasie zapominają początkowe piosenki).

Zaraz po nim na scenę wkroczy nas reprezentant. Michał Szpak w wizytówce m.in. jeździ na rowerze oraz karmi wiewiórkę. Co do występu na próbie dla jurorów to trochę spóźnił się na początku (muzyka była szybsza od jego głosu), ale przy pierwszym refrenie wszystko było już w porządku. Słabym elementem naszego występu jest natomiast to, że w porównaniu z innymi jest dość minimalisty. Mamy fragmenty tekstu refrenu w tle i świecące smyczki skrzypaczek (widoczne dość krótko).

Później mamy sekwencję innych występów. Szwacaria, która słabo zaśpiewała na próbie. Izrael, który zaczął zyskiwać fanów podczas tygodnia eurowizyjnego (spokojny finał). Następnie tylko przez moment naga i z wilkiem Białoruś. Piosenka może słaba, ale podczas występu mamy znakomite wizualizacje z Ivanem grającym na kilku instrumentach. Fanów ucieszy natomiast pojawiający się na chwilę Mans właśnie okryty pluszowym wilkiem.

Eurovision2016_1

W finale powinna znaleźć się Serbia ze względu na wsparcie z byłych państw Jugosławii. Natomiast Irlandii pomóc mogą chyba tylko fani Westlife. Kolejny średni utwór to ten z Macedonii (a już krzyk na końcu nie ma szans spodobać się jurorom z wyczulonym słuchem)

Litwa na finał spokojnie wystarczy. Artysta czekał na tę noc i najwidoczniej było warto. Australia zgodnie z oczekiwaniami bukmacherów, czyli bezproblemowo. No i piosenkarka otrzymała chyba największy aplauz na próbie generalnej.

Trochę country Słowenia to może być za mało. Bułgaria to w tym roku wracająca do rywalizacji Poli Genova. Tu jednak mam mieszane uczucia, bo większość jej piosenki ciągnie chórek. Danię reprezentuje chyba jedyny boysband w stawce, co jest ich niewątpliwym plusem dającym szansę na awans.

Ukraina to natomiast najbardziej zyskująca podczas prób piosenka. No i z powodów politycznych (tytuł 1944 i kwestia Tatarów Krymskich) największy rywal Rosji. Musi przejść dalej, choć stylistyka wszystkim telewidzom na pewno się nie spodoba. O Norwegii trudno coś ciekawego powiedzieć, bo brzmiało to mocno szwedzko.

Gruzja to chyba najbardziej pozytywne zaskoczenie. Wiele się od ich występu nie spodziewałem, a to jednak bardzo dobra rockowa propozycja różniąca się od wszystkiego co w tym roku na Eurowizji słyszeliśmy. Problem jedynie w tym, że środkowa wstawka jest trochę słabsza, a to właśnie ten moment pokazywany jest w późniejszym skrócie wszystkich wykonawców. No i konserwatywnym jurorom raczej utwór ten się nie spodoba.

O Albanii lepiej nie pisać. Natomiast stawkę zamyka bardzo dobra piosenka z Belgii. To po prostu fajny kawałek disco. Co w połączeniu ze znakomitą pozycją startową bez problemu zagwarantuje finał. Niewykluczone, że to czarny koń tego konkursu.

Na próbie głównej z powodu problemów technicznych ponownie występowała Gruzja, ale raczej dzisiaj o żadnej tego typu wpadce na żywo nie może być mowy. Natomiast już po wszystkich występach i pierwszych skrótach czeka nas druga część zabawnego mini dokumentu „Nerd nation” o próbach Szwecji by wygrać Eurowizję. Tym razem posłuchamy o tym co wspólnego ma Abba z Kim i Kanye Westem oraz jak brzmi utwór o Watergate. Po czym dowiemy się na kogo w zeszłym roku głosowała prowadząca Petra i nastąpi przerywnik w postaci tanecznego pojedynku robotów z ludźmi do znanych przebojów z całego świata.

Reszta to jeszcze krótki filmik o statystykach Eurowizji, przedstawienie trzech finalistów z Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii (na próbie śpiewali w całości, w dzisiejszym koncercie będzie jedynie skrót i odnośnik do oficjalnej strony konkursu) i odpowiedź na pytanie co wspólnego ma Saab, zespół a-ha i Jon Ola Sand z EBU.

Jak będzie dzisiaj? Mam nadzieję, że pozytywnie. Szczególnie, że podobnie jak w ubiegłym roku za dobrą monetę można uznać to, iż komputer na próbie wylosował nasz kraj jako ten, który awansuje do finału. Myślę, że porównując propozycje z drugiego półfinału raczej znajdziemy się w dziesiątce najlepszych. Choć w sobotę każde miejsce powyżej 15 będzie sukcesem.

Aktualizacja: No i brawo dla Michała Szpaka (zaśpiewał lepiej niż na omawianej próbie). Do tego w finale wystąpimy z niezłym 12 numerem (biorąc pod uwagę wylosowanie pierwszej połówki konkursu).