Seriale paradokumentalne już dawno sięgnęły dna i do tego nie trzeba przekonywać chyba większości ekspertów i sporej części widzów. Jednak gdy podejmują tematy medyczne i przedstawiają sytuacje mogące w przyszłości pomóc ratować ludzkie życie, musimy wymagać rzetelności i prawdy. Niestety tym razem tak nie było.
„Na sygnale” emitowane jest na antenie TVP2 już od lutego 2014 roku. Niedawno ten serial pokazujący kulisy pracy ratowników medycznych (albo raczej aktorów odgrywających swoje role w karetce pogotowia) doczekał się setnego odcinka. Był to ewidentnie jubileusz z przytupem.
Tym razem postanowiono zaprezentować wszystkim widzom tego paradokumentu działanie automatycznego defibrylatora zewnętrznego (w skrócie AED). W sumie cel szczytny. Niech zwykli ludzie nauczą się obsługiwać sprzęt, który ratuje ludzkie życie (zwiększającego przeżywalność w ciągu pierwszych 3 minut, aż do 60%). Prezentacja niestety przebiegła jednak nie do końca tak jak spodziewali się tego profesjonalni ratownicy medyczni.
Kwestią sporną okazała się być scena, w której starający się pomóc aktor zostaje porażony prądem po przypadkowym odklejeniu elektrody, co w rzeczywistości nie mogło się zdarzyć. Tak naprawdę w sytuacji takiego odklejenia urządzenie jest na tyle sprytnie zaprogramowane by nie razić prądem, tylko wydać komunikat głosowy i powstrzymać impuls.
Po takiej nieprawidłowej prezentacji AED spora część widzów mogła zniechęcić się do używania takiego urządzenia. W domyśle w przyszłości nie pomogą osobom w potrzebie, bo będą bali się porażenia prądem. Tym samym uzyskano efekt odwrotny od zamierzonego.
Choć ratownicy medyczni są oburzeni tym co zaprezentowała Telewizja Polska, to nadawca publiczny tłumaczy się skrótem myślowym twórców, którzy przecież żadnego błędu w omawianej scenie mieli nie popełnić.
Warto jednak zastanowić się nad tym czy jeśli jest to rzeczywiście skrót myślowy i język filmowy, to jaki skrót myślowy spowodował w głowach zwykłych widzów? Bo brzmi to logicznie, w razie czego nie pomagaj.

