Nie udało się uratować dzieci?

Nie udało się uratować dzieci?

Ile razy już to słyszeliśmy? Program misyjny, więc nie ma szans na dużą oglądalność. Jest więc istną sztuką dla sztuki, na którą stać przeważnie tylko Telewizję Polską, bo stacje komercyjne nie są przecież organizacjami charytatywnymi. Czy jednak naprawdę musi tak być?

TVP w ostatnim czasie postawiła na kilka premier. Co ciekawe żadnej z nich nie można uznać za sukces. Wszystko przez nie najlepsze wyniki oglądalności. Jednym z takich nowych programów był „Kochanie, ratujmy nasze dzieci”. Format zagraniczny miał sprawić, że głośno stanie się o problemie otyłości młodych Polaków.

Tak naprawdę jednak przeszedł bez większego echa. Oczywiście producenci pomogli kilku dzieciom, których przyszłość ze względu na stosowaną dietę była nieciekawa (prognozowano np. ich śmierć w wieku około 40 lat). Jednak ogólnie nie wpłynął na szeroko pojętą świadomość społeczną.

Być może problemem było to, że odcinki były zwyczajnie dość mało dynamiczne dla widzów, by nie powiedzieć nudne. Być może pora emisji nie przypadła do gustu (czwartki 20:40 na Dwójce), a być może nie jesteśmy jeszcze gotowi na ten temat i uważamy, że skoro nasze dzieci nie są otyłe, to nie ma problemu.

Prawdopodobnie wszystko po trochu złożyło się na średnio 919 tysięcy widzów. Z czego jak to bywa w przypadku ciekawości nowym programem, najwięcej bo 1,11 mln oglądało odcinek pierwszy. Co gorsza dla Dwójki przegrała ona w tym paśmie z wszystkimi poważnymi konkurentami, a chyba najbardziej zabolała porażka z misyjnym „Nasz nowy dom” Polsatu.

Drugim misyjnym programem TVP miał być „Hit, hit hurra” na Jedynce. Trudno tak nazwać muzyczny talent show z dziećmi, ale Telewizja twierdzi, że brak niepotrzebnej rywalizacji pozwala wpisać mu się w ten nurt. Tu również jest bez rewelacji, a wielki finał ma być nie w środę o 20:30 (średnia oglądalność 1,09 mln), a w piątek. To tylko próba, bo już mówi się o zmianie pory emisji, ale uratowaniu formatu przynajmniej do wiosennej ramówki.

Za to akurat można Telewizje Polską pochwalić, że się nie zraża („Kochanie ratujmy nasze dzieci” nie usłyszało jeszcze kategorycznego nie). Dalej chce próbować z emisją programów, które czasem nie mają rewelacyjnej oglądalności. Tylko trzeba będzie zobaczyć już niedługo, czy taka taktyka jest właściwa. No bo przecież jeśli w międzyczasie konkurencja wprowadzi coś jeszcze ciekawszego, to strach pomyśleć o zarobkach z reklam (tyle, że wtedy może już być po problemie z ogólną opłatą audiowizualną).