Jesteśmy już po kolejnym wydarzeniu sportowym sprzedawanym w naszym kraju w systemie pay-per-view. Tym razem 40 zł kosztowała przyjemność obejrzenia gali mieszanych sztuk walki KSW 37 Circus of pain. Podczas jej trwania odbyło się kilka ciekawych pojedynków, ale spora część kibiców chciała przede wszystkim obejrzeć, najbardziej medialne, starcie Mariusza Pudzianowskiego z Królem Albanii Popkiem.
Sama walka (stosunkowo krótka i zwycięska dla Pudziana) była przedostatnia w trakcie gali i to dla niej wielu Internautów szukało stron z nielegalnymi transmisjami, doprowadzając Polsat do wściekłości. W końcu tylu potencjalnych klientów im uciekło, że teraz należy liczyć straty i zająć się walką prawną z piratami udostępniającymi sygnał.
Najgłośniejsza jest oczywiście sprawa jednego ze znanych w naszym kraju Youtuberów. On legalnie wykupił dostęp, po czym na swoim Facebooku w najważniejszym momencie gali rozpoczął transmisję live za darmo (pokazując oczywiście przekaz ze swojego włączonego telewizora).
W szczytowym momencie transmisji jego przekaz oglądało 200 tysięcy użytkowników. Dla Polsatu liczby są więc jasne 8 milionów straty, tylko przez tą jedną osobę łamiącą w tym wypadku prawo (które choć wciąż jest niedoskonałe skupia się na nielegalnym udostępnianiu treści).
Jedyną możliwością Polsatu jest więc monitorowanie Internetu i wysyłanie wezwań do zaprzestania transmisji (nie zawsze skuteczne, bo są przecież serwery rozsiane po całym świecie) i kierowanie sprawy do prokuratury. Tak też jest w tym przypadku, bo już wystosowano zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez YouTubera.
Cała sprawa oczywiście już zdążyła wywołać bardzo różne reakcje. Są ludzie gotowi bronić YouTubera (wspominają np. o tym, że w trakcie transmisji oglądali choinkę w jego domu, a nie będący w tle telewizor), a także Ci, którzy są za przestrzeganiem prawa i wręcz nie rozumieją tak bezmyślnej próby jego łamania.
W takim wypadku należy się zastanowić czy osoby, które oglądały transmisję na jednym z profili na Facebooku rzeczywiście miały zamiar zakupić galę z legalnego źródła, czy może większość z nich wychodzi z założenia, że w ten czy inny sposób zawsze znajdą wszystko za darmo? Być może bowiem wynikające z tego tytułu straty Polsatu są zupełnie inne.
Jednak nie zmienia to faktu, że trzeba wykazać się sporą nieznajomością prawa i poczuciem bezkarności, by w ogóle podjąć taką próbę. Nawet jeśli miała to być akcja promocyjna jednej osoby lub swego rodzaju zemsta za problemy z serwerami podczas Euro 2016.
Pay-per-view może nie jest więc idealnym systemem dostępu do transmisji w czasach ogólnie dostępnego Internetu, ale paradoksalnie właśnie piraci sprawiają, że w ogóle coś takiego istnieje. Koszty praw sportowych rosną z roku na rok. Już nawet takich potentatów jak niemiecka ARD i ZDF nie stać na wykupienie praw do bezpłatnego pokazywania Igrzysk Olimpijskich (choć negocjacje z Eurosportem mogą być jeszcze wznowione), a w sieci za nawet kilkanaście złotych Internauci oglądają to co w pakietach kosztuje nawet 120 zł miesięcznie. Ktoś przecież tę ceną ostatecznie musi wyrównać.

