Może to jeszcze nie Royal Baby, ale jak na nasze polskie warunki wiadomość o tym, że nasz najlepszy piłkarz, napastnik Robert Lewandowski i jego żona Anna spodziewają się dziecka, rozgrzała wszystkie media do czerwoności. Dosłownie nie dało się o tym nie usłyszeć. W końcu to informacja dla każdego, bo z pogranicza sportu, a plotkarskiego życia celebryckiego.
Takie gwiazdy jak Robert Lewandowski mogą raz za razem liczyć na wyjątkową reklamę swojej osoby. Oczywiście piłkarz zasługuje na to swoją postawą na boisku i profesjonalnym prowadzeniem kariery również poza nim. Żeby więc w pełni dowiedzieć się ile ktoś zupełnie anonimowy musiałby wydać na reklamę swojej osoby warto posłużyć się wynikami badań monitoringu Internetu Press Service, a dokładnie ich wyliczeniami na temat ekwiwalentu reklamowego.
I tak np. w samym październiku, gdy odbyły się dwa mecze eliminacji do Mistrzostw Świata 2018 z udziałem naszej reprezentacji, w mediach pojawiło się 11,4 tysiąca wzmianek na temat Lewandowskiego (75% to Internet). Ekwiwalent reklamowy tych publikacji wyniósł około 78 mln złotych (nie wspominając już o tym, że otworzyło mu to drogę do potencjalnych kontraktów w wysokości 9 mld). Jednak nie ma czemu się dziwić, skoro nasz kapitan w tych spotkaniach błyszczał i dosłownie zapewnił nam 6 punktów.
Jednak w chwili gdy pokonał w Lidze Mistrzów z rzutu wolnego bramkarza Atletico Madryt, schował piłkę pod koszulkę i zaprezentował cieszynkę, wiadomo było, że czeka nas coś jeszcze większego. Większego bo po potwierdzeniu w wywiadzie pomeczowym, że czeka na potomka, ruszyła istna lawina.
Wystarczyły 24 godziny do pojawienia się w najróżniejszych mediach aż 2,6 tysiąca materiałów na temat. Oczywiście prym wiodły media społecznościowe, ale i media tradycyjne przygotowały w takim tempie 592 doniesienia o dziecku Roberta i Ani. Koszt tak zakrojonej kampanii w tak krótkim czasie również jest niebagatelny. To podobno 3,5 mln złotych!
Oczywiście w pełni nie da się łączyć reklamy z życiem prywatnym, poza tym państwo Lewandowscy są po prostu rozpoznawalni i na pewno aż takiego rozgłosu nie chcieliby kupować (choć teraz producenci produktów dla dzieci czekają na nich z otwartymi rękami). Jednak wyniki takich badań dają nam ogląd właśnie na koszt zwykłych tekstów i zasięgu jaki mogą zbudować. No i ja w taki sposób też dołożyłem swoją cegiełkę do tej kampanii.

