„Top Gear” był niewątpliwie najpopularniejszym programem motoryzacyjnym w historii telewizji. Były momenty gdy finał jednej z serii tego programu oglądało 8 milionów widzów, a show z samochodami pokonywał brytyjski Big Brother z gwiazdami. Wszystko załamało się gdy z programu, podobno za bójkę z jednym z producentów, usunięto prowadzącego ten format od lat Jeremy’ego Clarksona.
W końcu wraz z nim „Top Gear” opuścili Richard Hammond i James May, a BBC pozostało z formatem bez popularnych prowadzących. Jak wielkie znaczenie ma obecność właśnie tych panów niech świadczy nagłe załamanie oglądalności. Ostatnia seria z nimi notowała spokojnie ponad 5 mln widzów, a bez nich wynik ten był aż o połowę mniejszy.
Ponieważ świat nie znosi próżni Clarkson, Hammond i May otrzymali kilka propozycji i postanowili stworzyć „The Grand Tour”. Ich nowy program nie trafił jednak do tradycyjnej telewizji, a do Internetowego Amazona. Interesujące jest jednak to czy teraz, choć trochę szefowie Amazona nie żałują tej decyzji?
Oczywiście „The Grand Tour” jest niesamowicie popularny i zwiększył rozpoznawalność usługi wideo Amazona na całym świecie. Jednak z drugiej strony ustanowił niechlubny rekord przez co tylko przy pierwszym odcinku firma straciła potencjalne 3,2 mln funtów.
O co chodzi? Oczywiście o piratów internetowych. Trzy odcinku „The Grand Tour” odnotowały około 20 mln nielegalnych ściągnięć. Tym samym co ósmy widz za obejrzenie odcinka nie zapłacił. Co jeszcze ciekawsze najwięcej piratów „The Grand Tour” pochodziło nie z państw, które do tej pory kojarzymy z taką działalnością, a z ojczyzny „Top Gear”, czyli Wielkiej Brytanii (13,7%).
Warto zaznaczyć, że mówimy właśnie o najbardziej „piraconym” programie w historii, bo takich wyników wyjątkowych wyników nie osiągnęły wcześniej nawet najpopularniejsze seriale. I tu pojawia się pytanie czy nie lepiej było jednak zaproponować przynajmniej w ramach promocji, pierwsze odcinki w tradycyjnej telewizji?
Można bowiem śmiało stwierdzić, że tak duże nielegalne wyniki „The Grand Tour” w Wielkiej Brytanii związane są z jednej strony z ciekawości widzów. Z drugiej z przyzwyczajenia, że „Top Gear” jest dostępny w telewizji publicznej (BBC), czyli nie trzeba było za niego, oprócz abonamentu rocznego, dodatkowo płacić.
Teraz pozostaje tylko czekać jak ze sprawą poradzi sobie Amazon. Na pewno mają już jakieś przemyślenia. Myślę, że powinni zacząć jednak od ceny, bo najwidoczniej 79 funtów rocznie za Amazon Prime i jego ofertę to nawet dla Brytyjczyków za dużo.

