Kiedy jakiś program telewizyjny wraca po raz drugi, to zawsze rodzą się wątpliwości. Jednak w przypadku „Milionerów” nie było ich zbyt wiele. W końcu to znakomity teleturniej, którego powrotu, według badań, nie mogli się doczekać również widzowie, pamiętający dawne odcinki i emocje z rozrzewnieniem.
Zasadniczo nowa edycja nie różni się w znaczący sposób od tej emitowanej jeszcze 7 lat temu. Mamy 12 pytań do miliona, trzy koła ratunkowe, uczestników walczących w pytaniach kto pierwszy ten lepszy, dekorację studia, prowadzącego Huberta Urbańskiego i publiczność (gotową do pomocy). W zasadzie jedyne czego można żałować to czasu trwania każdego z odcinków. Bo trochę ponad 20 minut (więcej z reklamami) mija przed telewizorem zbyt szybko.
Wyniki oglądalności już pierwszego odcinka wskazują na spory sukces TVN. Być może z sentymentu lub ciekawości w poprzedni czwartek „Milionerzy” zgromadzili ponad 3,4 mln widzów. Jest to naprawdę sporo, jak na obecne czasy w polskich stacjach telewizyjnych (szczególnie, że średnia wszystkich serii wynosi 2,64 mln).
Co jeszcze ważniejsze dla TVN udało się pokonać całą konkurencję włącznie z „Ojcem Mateuszem” Jedynki (a różnicę widać jeszcze bardziej gdy zauważymy, że wcześniej nadawany w tym paśmie serial „Singielka” notował zaledwie 800 tysięcy widzów).
Choć tak naprawdę do nowych „Milionerów” można się przynajmniej trochę przyczepić. Dokładnie do poziomu teleturnieju i prezentowanych w nim pytań. Nie wiem czy po prostu zawodzi mnie pamięć, czy liczyłem zwyczajnie na trudniejsze pytania (nie wspominając o krytyce pierwszego odcinak ze względu na zagadnienia polityczne).
Uczestnicy naprawdę w prosty sposób mogą dojść przynajmniej do progu gwarantowanego 40 tysięcy złotych. Jednak i tak mają wątpliwości (pewnie przez stres) i korzystają z pomocy kół ratunkowych. Wydaje mi się więc, że obecna trudność pytań jest swego rodzaju zachętą. Z jednej strony zachętą dla widzów, którzy mogą podbudować się psychicznie widząc, że poradziliby sobie z tymi zagadnieniami. Z drugiej zachętą do udziału. Producent przecież wciąż szuka uczestników. Być może więc po prostu widząc te pytania do „Milionerów” zgłosi się więcej osób.
Ja na pewno z ciekawością wciąż będę oglądał obecnych „Milionerów”, bo tak naprawdę w polskich stacjach na potęgę brakuje teleturniejów. Zawsze to przecież ciekawa odskocznia od seriali, filmów akcji, czy mimo wszystko polityki.

