Miasto płaci stacja kręci

Miasto płaci stacja kręci

Product placement miast w serialach telewizyjnych stał się w naszym kraju bardzo popularny. W zasadzie jednym z pierwszych stosujących tę metodę był Sandomierz (prawie główny bohater „Ojca Mateusza”). Dopiero później zalety takiego wydawania pieniędzy na promocję (zwracających się dzięki np. turystyce) doceniły inne miasta. Problem w tym czy powoli nie dochodzimy już zwyczajnie do przesytu tego typu reklamy i czy w ogóle zauważamy lokalizacje, w których znajdują się nasi ulubieni telewizyjni bohaterowie?

Niewątpliwie motywacją do napisania tego tekstu była ostatnia informacje na temat Rybnika. Miasto to wydało właśnie 370 tysięcy złotych na serial produkcji TVN. Tym razem jednak nie było to tak, że z propozycją wyszła stacja teleiwzyjna czy jakiś reżyser. Mieliśmy bowiem do czynienia z regularnym właściwie rozpisanym przetargiem, do którego startu zgłosił się ostatecznie tylko TVN.

Tym samym Polsatowi, czy TVP pieniądze te przeszły bokiem. Albo po prostu stacje te nie chciały angażować się w co najmniej 12 odcinkową produkcję, w której w dni powszednie po 20 prezentowane będą przynajmniej 36 ujęcia miasta, a słowo Rybnik pada minimum 6 razy w rozmowach bohaterów (należy dodać, że kontekst ma tu być pozytywnu lub w ostateczności neutralny) granych przez aktorów popularnych, a nie amatorów.

Warto zauważyć jak bardzo precyzyjne było w tym wypadku Rybnik, co tylko wskazuje na jak wysoki poziom wszedł w naszym kraju product placement miast. Czy było warto? Zobaczymy, bo na razie już mówi się o małym sukcesie, gdyż TVN dodał od siebie gratis 4 ujęcia i 4 wypowiedzi o Rybniku więcej, za taką samą kasę.

Tym samym Rybnik dołącza do miast, które już zainwestowały w telewizyjną promocję. A wśród nich m.in. Płock (1 mln zł za „Strażaków”), Lublin (600 tysięcy i „Wszystko przed nami”), Łódź (1 mln za 26 odcinków „Komisarza Alexa”), Gdańsk (300 tysięcy złotych w „Prawie Agaty”), Toruń (300 tysięcy „Lekarze”), Ełk (10 tysięcy za Rodzinkę.pl), Grudządz (90 tysięcy za Rodzinkę.pl), Wrocław (m.in. „Tancerze” i 50 tysięcy), czy Gdynia (m.in. „Linia życia” za 60 tysięcy). Istna telewizyjna żyła złota (biorąc pod uwagę jak małą ilość podobnych produkcji tu wymieniłem). Pewnie co gorsza dla tych miast w wielu wypadkach ich obecności, przynajmniej ja tak bardzo nie odnotowałem.