Zeszłoroczna decyzja władz TVP o rezygnacji z pokazywania większej ilości transmisji kabaretowych, do tej pory odbija im się bokiem. To wprost niepojęte, że w czasach gdy Telewizja Polska ma problem ze względu na ogólne słabe wyniki oglądalności (cały czas są seriale „M jak miłość”, „Na dobre i na złe” i „Barwy szczęścia”, ale ogólnie prawie co tydzień wygrywa Polsat), lekką ręką oddała pole do popisu konkurencji.
Konkurencji, czyli właśnie Polsatowi. W ubiegłą niedzielę pokazano tam 11 Płocką Noc Kabaretową. Drugą od czasu, gdy z jej pokazywania zrezygnowała TVP i pierwszą na żywo (bo w zeszłym roku Polsat dał tylko powtórkę). Wynik oglądalności? Więcej niż zadowalający, bo przed telewizorami zasiadło 2,98 mln Polaków (powtórka w 2016 zgromadziła 2,1 mln widzów).
Polsat dzięki kabaretom był oczywiście liderem oglądalności w najlepszym czasie antenowym i to zarówno wśród wszystkich widzów, jak i w najważniejszej dla reklamodawców grupie 16-49 lat (tu notując aż 24,7% udziału w rynku). W tym samym czasie w ramówce TVP była natomiast mizeria.
Jeszcze jedynka coś próbowała (z poważniejszymi „Wojennymi dziewczynami” i dokumentalnymi „Młodymi lekarzami”), ale Dwójka. Przecież to TVP2 była miejscem na nowe skecze kabaretowe. Tymczasem w trakcie Płockiej Nocy Kabaretowej pokazano stary film „Mumia” i kompilację dawnych skeczy kabaretu Limo.
Warto zauważyć właśnie tę kwestię. Próbę odpowiedzi na kabarety, kabaretami. Problem w tym, że od jakiegoś czasu ta metoda w TVP się nie sprawdza. Wiem, że to tanie (bo wszystko jest w archiwum i nagrane), ale jednak ludzie wolą nowe skecze, czy transmisje na żywo. Ile razy można podczas np. „Kabaret na żywo” Polsatu, wałkować w kółko różne historyczne Mazurskie Noce Kabaretowe, czy to co kiedyś było w Koszalinie?
Wniosek płynący z tego wszystkiego jest jeden. Kabarety dają wysoką oglądalność, ale te nowe skecze, a nie powtórki. Tylko kiedy TVP i czy w ogóle przejrzy na oczy i przyzna się do błędu. Bo przecież kabarety im nie pasują, skoro podejmują często kwestie polityczne.

