Też macie tak, że gdy bierzecie do rąk jeden z magazynów o tzw. stylu życia, to przecieracie oczy ze zdumienia? Dosłownie nie da się poznać gwiazd, które znajdują się na ich okładkach. Owszem może są piękne, ale sztuczność bijąca z najważniejszej strony wielu magazynów, aż przeraża. Przecież ludzie w rzeczywistości potrafią być piękniejsi ze względu na to co mają do powiedzenia, a nie ze względu na to jak podrasował ich znany komputerowy program graficzny.
Czy możliwe byłoby więc wprowadzenie w świat mediów większej naturalności? Oczywiście i właśnie australijska wersje modowego Elle, pokazała wszystkim drogę do jakiej powinny dążyć inne magazyny.
Na okładce najnowszego wydania znajduje się znana tam blogerka modowa. Szkopuł w tym, że do najważniejszego zdjęcia w numerze nie zaangażowano ekipy fotografów z oświetleniem i nie tylko. Wystarczył smartfon z aparatem foto (zresztą ciekawe czy to nie dodatkowa reklama tego sprzętu, skoro wielu artykułów pada jego nazwa).
Jak to bywa w wielu tego typu, mimo wszystko okazjonalnych akcjach, poinformowano też o przekazie. Tym miało być zwrócenie uwagi na to jak wiele robimy sobie obecnie zdjęć naszymi telefonami, nie obawiając się o bardzo profesjonalne ustawienia. Szczególnie, że te podobno nie odbiegają aż tak od tak długo przygotowywanych sesji fotograficznych.
Co ciekawe to nie pierwszy tego typu pomysł, bo wcześniej sesję przy pomocy telefonu przeprowadził, równie skutecznie, magazyn Billboard. Co tylko pokazuje, że przyszłość może na szczęście należeć do większej naturalności w prasie. Oby tak było bo w mediach mimo wszystko wolimy oglądać świat prawdziwy, świat taki jakim jest naprawdę, a nie wykreowany na potrzeby także lepszej sprzedaży.

