Klasyczna porażka Polsatu

Klasyczna porażka Polsatu

To po prostu nie mogło się udać. Mam na myśli „Wyspę przetrwania” Polsatu. Program rozrywkowy za naprawdę ogromne pieniądze jak na polskie warunki, do tego będący w zasadzie kopią tego co ponad 10 lat wcześniej nie sprawdziło się w konkurencyjnym TVNie, to tylko niektóre powody. Dlatego producenci i osoby odpowiedzialne w Polsacie za ramówkę muszą wręcz łapać się za głowę patrząc na ostateczne wyniki oglądalności tego show.

Średnio 1,17 mln widzów jak na taką produkcję to istna tragedia. Tym bardziej bolesna, że poprzednio w tym czasie był sprawdzony od lat program rozrywkowy. Program, który owszem powoli tracił oglądalność, ale i tak „Taniec z Gwiazdami” potrafił zgromadzić o 1,74 mln ludzi więcej! Nawet nie ma co się tłumaczyć minimalnym zyskiem wśród młodej grupy komercyjnej (18-48 lat) o 159 tysięcy.

Po prostu podczas gdy uczestnicy programu walczyli w plemionach o przetrwanie na Fidżi widzowie woleli oglądać konkurencję. TVP2, TVP1 i TVN. Czego więc zabrakło? Być może konkurencje były nudne, może czasy Big Brothera i podglądania ludzi już za nami, a może wyglądało to wszystko zbyt sztywno z nudnymi uczestnikami i wyuczonym prowadzącym. Jest jeszcze inna koncepcja. Wszystko to po trochu złożyło się na klapę.

Nie chcę już dobijać Polsatu, który pewnie nie zdecyduje się na kontynuację „Wyspy przetrwania” (bo bardziej opłacalne byłoby, o zgrozo, puścić wtedy serial paradokumentalny), ale muszę zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę.

Przeważnie jest tak, że oglądalność pierwszego odcinka jest najlepsza, a gdy coś nas ciekawi to oglądalność nawet wzrasta aż do finału. Jak było z „Wyspą przetrwania”? Najwyższą oglądalność zanotował trzeci odcinek (1,5 mln), najniższą przedostatni (0,98 mln), a finał w stosunku do pierwszego odcinka stracił uwaga 21% widowni. Jest więc co analizować by nie powtórzyć czegoś podobnego na przyszłość i to nie tylko w Polsacie.