Jeśli popatrzeć na to co w ostatnim czasie serwuje nam telewizja, można odnieść wrażenie, że jesteśmy wiecznie samotni. Dosłownie program randkowy, goni inny program randkowy. Gdy tylko kończy się „Rolnik szuka żony”, zapraszają na jego nową edycję (tak samo TVN robi ze „Ślubem od pierwszego wejrzenia”), Polsat emituje „Facetów do wzięcia”, a Dwójka powtarza „Pierwszą randkę” i zapowiada nowy program „Zaręczyny”. A może po prostu powód jest inny. Lubimy oglądać szczęśliwe pary lub złamane serca i na tym można zarobić dzięki dobrej oglądalności i towarzyszącym reklamom?
Tak, czy inaczej Polsat już zaprasza na castinigi do nowego randkowego show. „Take me out” to nasza wersja australijskiego programu, który emitowały już telewizje w ponad 30 krajach świata. Skoro więc jest tak dobrze pomyślano, że i u nas pewnie się przyjmie.
Na czym „Take me out” polega. Mamy tu samca alfa. To znaczy singla, o którego względy ubiega się aż 30 kobiet. Jednak od tego jak się zaprezentuje, co powie, zależy ile z nich po pięciu rundach nie wciśnie przycisku i nie zgasi światła (to znaczy pokaże, że nie jest nim zainteresowana).
W pierwszej mężczyzna zjeżdża windą na scenę i prezentuje się przed dziewczynami, mówiąc swoje imię i skąd jest. W drugiej telewizja puszcza wcześniej nagrane wideo o kandydacie. Jest tam więcej informacji o nim, jak i wywiady z jego bliskimi. W trzeciej rundzie występuje. To znaczy prezentuje jakiś wrodzony talent, popisując się przed uczestniczkami (ewentualnie ktoś z rodziny może zdradzić jego sekret). Dalej mamy jego decyzję, bo pozostawia dwie dziewczyny, które najbardziej mu się spodobały (pamiętajmy, że w tym momencie już wszystkie mogły go odrzucić gasząc światła). A na końcu zadaje swoim wybrankom pytanie, by wybrać tą jedyną.
Ogólnie więc show pełne zabawy, dla osób pewnych siebie i raczej na pierwszy rzut oka, takich które nie szukają dłuższej znajomości. Mam nadzieję jednak, że u nas będzie trochę inaczej i również nie tzw. „parcie na szkło”, zadecyduje o udziale uczestników w tym przedsięwzięciu.
Szansą dla Polsatu jest to, że rzeczywiście programy randkowe w telewizji są popularne wśród widzów. Opisywane „Take me out” doczekało się np. 9 edycji w Wielkiej Brytanii, a oglądalność mimo tego, jakoś drastycznie nie spada. Tyle, że jednak brytyjski rynek jest trochę inny, a ciężko ocenić, czy Polakom spodobają się sytuacje gdy ktoś zostanie odrzucony, nie wybrany przez nikogo, czy co gorsza wyśmiany na oczach milionów (przecież nie każdy jest pełnym werwy przystojniakiem, którego wybiera cała trzydziestka kobiet).

