Jedną z nowości wiosennej ramówki Telewizji Polskiej jest serial „Za marzenia”. To 13 odcinkowa opowieść o trójce przyjaciół wchodzących w dorosłość, po studiach, na podstawie książki „Zaczaruj mniej”, którą można oglądać w poniedziałki przed 22. Opowieść, która wydawało się, że zainteresowała widzów, ale tak naprawdę trzeba było zrobić coś by całą serię ratować.
Słupki oglądalności nowego serialu TVP okazują się bezlitosne. O ile średni wynik jest naprawdę niezły (2,29 mln widzów to blisko milion więcej niż nadawany ostatnio o tej porze kulinarny „Bake off, ale ciacho”), to gdy spojrzymy na szczegóły dotyczące poszczególnych odcinków, nie jest już tak różowo.
Pierwszy odcinek jak zwykle zgromadził rzeszę ciekawych produkcji widzów. 3,2 miliona to wynik, który wciąż poprawia średnią oglądalność. Bo potem z odcinka na odcinek jest coraz gorzej. Za drugim razem „Za marzenia” oglądało 2,12 miliona, a gdy za trzecim razem przełożono serial o 15 minut później, to pozostało przy nim zaledwie 1,55 miliona.
Wniosek jest jasny. W ciągu dwóch odcinków stracono ponad połowę widzów! Ba ponad milion mniej w stosunku do drugiego odcinka, to już tragiczny spadek (bo jeszcze w przypadku trzeciego zmiana godziny nadawania mogła rzeczywiście spowodować dodatkowe pół miliona straty).
Co więc robić, by ratować produkcję. Ba by więcej osób o niej usłyszały i postanowiły jednak włączyć Dwójkę w trakcie trwania serialu. No i pomyślano o gwieździe znanej przez wszystkich. W taki sposób na planie „Za marzenia” znalazła się Anna Lewandowska.
Nie wiadomo jeszcze jaka była jej rola. Czy rzeczywiście zagrała mały epizod, czy tylko była na planie, by zwiększyć zainteresowanie serialem w mediach społecznościowych. No i nie wiemy w którym odcinku możemy liczyć na panią Anię (raczej któryś z końcowych, skoro wciąż je nagrywają, a już cztery odcinki z trzynastu pokazano w telewizji).
Czy taki pomysł się uda? Być może. W końcu kochamy gwiazdy i to one sprawiają, że coś chętniej oglądamy. Tylko czy naprawdę Dwójka tego potrzebowała. W końcu prezes Kurski twierdził, że oglądalność serialu była naprawdę dobra, a tylko Nielsen je zaniża. Bo według panelu Netii pierwszy odcinek oglądało o pół miliona więcej widzów, a drugi blisko 600 tysięcy więcej.

