Opole żenady

Opole żenady

Za nami 55. Festiwal piosenki w Opolu. Festiwal, który w tym roku, choć miał swoje dobre momenty, zapamiętamy z tych słabszych lub zwyczajnie wpadek.
Telewizja Polska już na początku niezbyt pomogła temu wiekowemu festiwalowi. Pomysł by pierwszy dzień przerywano meczem był ansurdalny i skuteczny tylko w przypadku porównywania słupków oglądalności. No i owszem przynajmniej Jedynka nie rywalizowała z telewizyjną Dwójką, ale co z tego skoro publiczność w samym amfiteatrze nie dopisała.
Ludzie zwyczajnie nie byli aż tak zainteresowani 40 minutowemu koncertowi i oglądaniu na telebimie piłkarskiej reprezentacji Polski w blisko dwu godzinnym oczekiwaniu na dalszą część. Przed ciężkim zadaniem stanęli więc realizatorzy. Jak zakłamać rzeczywistość i pokazać, że jednak miejsca są wypełnione?
No i załatwiono tzw. klakierów, którzy zgromadzili się w jednym miejscu, udając sztuczny tłum. Ich pokazywano najwięcej, a do tego przełączano między kamerami ustawionymi w miejscach gdzie publiczności było trochę więcej (publiczności, która wyglądała jakby w ogóle się dobrze nie bawiła, tylko siedziała z kwaśnymi minami). Tragedią było np. zorganizowanie na miejscu meksykańskiej fali.
O ile realizator kombinował pokazując przez większa ilość czasu artystów, to artyści też się nie popisywali. Koncert na piosenkę mundialową był wręcz tragiczny, z kilkoma amatorskimi zespołami i fałszem bijącym po uszach. Niestety fałsz towarzyszł też np. drugiego dnia. Jakby to był jakiś problem techniczny, bo aż podejrzane, że nawet Ci którzy śpiewać potrafią, dopuszczali się tak dziwnych błędów.
Drugiego dnia natomiast (tak jak przez chwilę pierwszego) królował Krzysztof Krawczyk. Legenda polskiej piosenki niestety nie za bardzo radzi sobie z playbackiem. Co za tym idzie tu realizatorzy mieli inne zadanie. Jak pokazywać piosenkarza jak najrzadziej z bliska. Dobrze więc, że chociaż publiczności było więcej.
No dobrze, a co z oglądalnością? Tak jak zwykle niezła, choć zdanie są podzielone. Prezes Kurski wychodzi z założenia, że kto powie pierwszy ten ma racje, więc na Twitterze w trybie rzeczywistym w piątek podawał wyniki. Wyniki, z którymi Nielsen, nie za bardzo się zgadza.
Pierwsza część koncertu u Kurskiego 4,2 mln, u Nielsena 2,4 mln. Mecz 7,51 mln kontra 5,57 mln. Debiuty według prezesa 2,4 mln, a Nielsena 0,95 mln. Różnice więc naprawdę spore, ale przecież dalej trwa przekonanie, że to ta firma badawcza kłamie. Może więc warto całośc kiedyś wypośrodkować i liczyć średnią z obu danych?