Chyba tylko na złe, a nie Na dobre i na złe

Postanowiłem podzielić się spostrzeżeniami z tego jak wyglądał koniec tej serii serialu Telewizji Polskiej „Na dobre i na złe”. Otóż o ile jeszcze kiedyś w podobnych produkcjach próbowano ratować nadszarpnięty wizerunek naszej służby zdrowia, to teraz jest z tym coraz gorzej. Fanem serialu nie jestem, a pamiętam może początkowe odcinki, a teraz raczyłem się tym najnowszym.

Ogólnie Polacy uwielbiają seriale medyczne. Zresztą nie tylko oni, bo taka moda trwa w najlepsze od wielu, wielu lat na całym świecie. Wystarczy pokazać doktora, który ma autorytet i przedstawiać bardzo prawdopodobne historie z życia wzięte, żeby odnieść sukces. Tak naprawdę jest to motyw sprawdzony od dawien dawna. Wystarczy tylko przypomnieć Dr. Kildare, Dr Quinn, Szpital na Peryferiach, Ostry Dyżur, Dr. House, Chirurdzy. A w Polsce też narobiła się tego masa (np. Lekarze, Szpital, czy właśnie Na dobre i na złe).

Każdy z nich w jakiś sposób zmieniał postrzeganie służby zdrowia i ewaluował w coraz bardziej realistyczne pokazywanie zarówno ludzkich problemów, jak i samych operacji. Jednak w większości pozwalały one na tworzenie dobrego wizerunku. Pokazanie, że owszem są problemy w służbie zdrowia, ale są też i miejsca gdzie walczy się o życie pacjentów z ludzkiego obowiązku, a nie wykonywania kontraktów.

No i pora przejść do części najważniejszej. Nie wiem skąd ostatnie pomysły twórców Na dobre i na złe. Może zabrakło im pomysłów, może chcą walczyć o nową publiczność, może tracą oglądalność, a może zaczęli zdawać sobie sprawę, że z pierwotnego składu aktorów zostały absolutnie jednostki. Tak czy siak zaczęto kombinować, aż za bardzo. A nie jest moim zdaniem właściwe komplikować w zasadzie każde wydarzenie w szpitalu.

Jaki obecnie obraz płynie z serialu. Prawie każda operacja to ryzykowanie życiem pacjentów. Co więcej zaczynają one wyglądać identycznie. Czyli mówi się, że będzie trudno, że w takim stanie nie powinno się przeprowadzać zabiegu, narkoza jest niebezpieczna, wśród lekarzy jest spór, a na koniec i tak „kroimy”. Druga kwestia to problem nieudolności szanowanych doktorów. Jeden z nich w zasadzie wie, że umiera. Nie wie co mu zaszkodziło w laboratorium, które w zasadzie wybuchło (czeka na badania od już przez to zmarłego). I tu pojawia się pytanie. Jesteś lekarzem wiesz, że jest taka sytuacja, co robisz? Według twórców serialu ukrywasz objawy przed całym światem, smarujesz się czymś i nie prosisz o izolację. Wspaniale.

A jak cała seria się kończy. Operacją jednego z lekarzy, który uratował dziecko od ognia, a był na wózku i może mieć uszkodzony rdzeń kręgowy. Podczas tej operacji nieszczelna jest rurka z narkozą i wszyscy na sali padają i zasypiają. Operowany się budzi widzi co się dzieje w około i czekamy co się zdarzy do odcinków po wakacjach. Sytuacja jak widać wyjątkowo skomplikowana, choć pokazująca w zawiły sposób problemy służby zdrowia. Jednak skoro tak trzeba kombinować by przekonać widza do oglądania serialu, to może warto byłoby to skończyć wcześniej niż później.