Kogo to nigdy nie zdenerwowało? Oglądamy ulubiony program w telewizji, mija mniej niż 10 minut i mamy reklamy. W takim razie zmieniamy stację, idziemy coś zjeść, czytamy gazetę, wyłączamy telewizor, jednym słowem czekamy. Po jakimś czasie sprawdzamy, a tam już przegapiliśmy ileś tam minut i nie wiemy co się stało. Co gorsze po kilkunastu minutach sytuacja się powtarza. Dosłownie katorga.
Pomysł stacji robiącej coś takiego, świetny. Powoduje, że widzowie są po jakimś czasie wręcz zmuszani do oglądania reklam. Reklamodawcy się cieszą, a kanał liczy zyski. Najbardziej denerwujące jest to w przypadku dodatkowo płatnych kanałów tematycznych i ma za zadanie zapełnić godzinę ramówki 40 minutowym show (ostatnio widziałem, że tak brytyjski „X-factor” pokazywany jest na Fox Life). No ale czy widzowie nie powinni być najważniejsi?
A ci, według badań Discovery Networks, są zdecydowanie przeciwni takim praktykom. Choć pytano Internautów, to i tak można wierzyć temu, że 47% ankietowanych wolałaby zobaczyć jeden lub dwa bloki reklamowe, ale trwające jak najdłużej.
Coś rzeczywiście w tym jest. Widząc napis reklama każdy wiedziałby, że ma spokojnie z 20 minut by robić co tylko zechce i spokojnie powrócić do oglądania np. filmu po jej zakończeniu. Potem mógłby wciągnąć się w fabułę i czekać na kolejne spoty np. 1,5 godziny. Tyle, że na tym straciłyby właśnie stacje. Gdyż nie dość, że w tym samym momencie konkurencja mogłaby odwrócić nasza uwagę, to jeszcze reklamodawcy nie chcieliby się w takim przypadku tak chętnie prezentować.
Sposobów na kwestię reklam jest jednak bez liku. Pisałem o tym, że TVN zdecydował się zrezygnować ze spotów pomiędzy swoimi wieczornymi, niedzielnymi programami (aby właśnie powstrzymać odpływ widzów do konkurencji). Natomiast niezawodny jest też licznik czasu jaki pozostał do końca reklam. Ten stosuje jednak niewiele stacji w naszym kraju, myśląc właśnie że jeśli widz będzie wiedział kiedy wrócić przed telewizor ich wpływy spadną.
Jest jeszcze marzenie każdego telewidza od czasu gdy pojawiły się reklamy. Inteligentny telewizor, który widząc napis „reklama” po prostu się wyłączy, a włączy po jej zakończeniu (w ostateczności pozostaje kwestia chociaż wyciszenia głosu). Mówiło się, że taki teleodbiornik zaraz wprowadzi Apple, ale na razie nadal czekamy. Gra warta jest świeczki chociażby dlatego, że na opcję pomijania reklam zdecydowałoby się 86% ankietowanych w omawianym badaniu. Dlatego obecnie pozostaje tylko nagrywanie programów i oglądanie ich z opóźnieniem (przy okazji pomijając reklamy). Tyle, że ten sposób też nie jest idealny, no bo kto lubi patrzeć na coś co miało już swoją premierę wcześniej. A jeszcze gorzej gdy np. serial widział sąsiad i zdradzi nam „spojlery”.
