Podczas ostatnich wyborów samorządowych każdy zastanawiał się skąd tak duża ilość głosów nieważnych. Pojawiły się koncepcje o ewentualnym fałszowaniu głosów i skomplikowanej książeczce z listami komitetów wyborczych, która wielu wyborcom sprawiła problemy oraz pozwoliła odnieść ogromny sukces PSLowi (który wylosował pierwszą stronę broszury). Jednak może warto się zastanowić nad innym wytłumaczeniem?
Przede wszystkim należy zaznaczyć, że Polacy polityków mają dosyć. Widać to co roku w rankingu najbardziej szanowanych zawodów (trzy ostatnie miejsca to kolejno: radny, poseł i działacz partyjny). Ale co zrobić skoro po prostu naszej klasy politycznej nie da się lubić.
Potwierdzeniem tego jest wymierna ilość „lików” na Facebooku. Oficjalne profile nie kłamią (PO 59 tysięcy, PiS 48 tysięcy, PSL blisko 11 tysięcy polubień). Jedynym politykiem dość nieźle wypadającym w sieci jest w tym wypadku Prezydent Bronisław Komorowski (mający ponad 120 tysięcy „lików”). Nikt, z wielkich naszej sceny politycznej, nawet nie zbliża się chociażby do Adama Małysza (469 tysięcy), czy piosenkarza Kamila Bednarka (1,47 miliona). Nie wspominając już o wstydliwej kwestii kupowania polubień (która w przypadku niektórych polskich partii okazała się prawdą).
Skoro więc tak stosunkowo niewielka liczba osób lubi polskie partie polityczne na Facebooku to skąd potem wyniki trzech wspomnianych ugrupowań, mniej więcej na poziomie 3 milionów każda? Nie, nie chodzi tutaj o to, że w Internecie nie ma wszystkich obywateli. Tylko po prostu wielu nie chce na co dzień przyznawać się do tego kogo popiera (dobrze więc, że wybory są anonimowe) oraz przez cały rok zaśmiecać swoją Facebook’ową tablicą wpisami partii. A głosowanie to dla nich przysłowiowy wybór między dżumą, a cholerą.
Jeszcze więcej wynika z raportu dotyczącego polskich partii w sieci (przeprowadzonych przez firmy GetResponse, Sotrender i Bluerank). Przede wszystkim ugrupowania olewają swoich wyborców i boją się „haterów”. Cztery partie (w tym PO i PiS) nie pozwalają na swoich profilach publikować postów przez użytkowników Facebooka. Jedynym sposobem komunikacji jest więc możliwość komentowania tego co zostało wrzucone.
Poza tym czy ktoś z was próbował przez Internet zadać którejś z nich poważne pytanie o ich program (nie wstydząc się nawet swoich danych osobowych)? Ja kiedyś dostałem odpowiedź od dwóch (i to nie pełne), a prowadzącym najnowsze badania odpowiedziały cztery (i to w zasadzie najmniejsze).
Wydawać by się mogło, że ważnym sposobem komunikacji z wyborcami może być też newsletter. Z wszystkich partii na bieżąco wysyłają je również cztery (tyle, że PO zrobiła to np. jednie raz na trzy miesiące).
Dlatego sądzę, że przyczyna nieprawidłowo oddanych głosów oraz często niskiej frekwencji leży również w słabym sposobie komunikacji partii z wyborcami i niewłaściwym wykorzystywaniu mediów społecznościowych. Tyle, że co z tego skoro jestem prawie pewny, że przed kolejnymi wyborami największe ugrupowania w tej kwestii nic nie zmienią.
