Podczas gdy u nas z roku na rok mówi się o wzroście zarobku z reklam i co za tym idzie, ich większą ilością w telewizji, w Rosji w ostatnim czasie sytuacja jest diametralnie odmienna. Ze względu na konflikt krymski i perturbacje finansowe (głównie kurs Rubla) tylko w styczniu ilość reklam spadła aż o blisko 30%!
Wielu firmom umieszczanie reklam w mediach zwyczajnie przestało się opłacać. Najbardziej widać to nawet nie po telewizji, a prasie z tzw. towarami luksusowymi (gdzie przeważały marki zagraniczne). Doszło więc do takiej sytuacji, że myśli się nawet nad zapełnieniem pozostającej obecnie luki przez reklamy alkoholu i papierosów (które dotychczas były zakazane, a teraz mogą być szansą nad podreperowanie budżetów rosyjskich mediów).
Do całego obrazu rynku dochodzi jeszcze zmniejszenie dotacji z budżetu państwa (m.in. pieniędzy dla poczty, przez co wysyłanie prenumerat i dotarcie z prasą do wielu mniejszych wiosek przestało się opłacać), czy zwiększenie podatków dla mediów, które umieszczały najwięcej reklam. Dlatego już teraz przewodniczący moskiewskiej Unii Dziennikarzy mówił o co najmniej 20% organizacji medialnych, które nie wytrzymają z powodów finansowych najbliższego roku. Oczywiście należy jednak pamiętać, że kryzys dotyczy głównie mediów niezależnych, te prokremlowskie nadal mają silną pozycję (także finansową).
Jeśli chodzi o telewizję to problemem wydaje się być właśnie wojna na Ukrainie. Ta zajmuje większość ramówki w wielu stacjach (i to nie tylko informacyjnych). Momentami w wiadomościach wydaje się, że na świecie w zasadzie nic innego się nie dzieje (a nie przepraszam wczoraj był reportaż z pogrążonej kryzysem finansowym Hiszpanii, czyli na Zachodzie może być gorzej). Konferencje prasowe, na których są tylko rosyjskie telewizje, rozmowy z separatystami ratującymi ciężko rannych obywateli (nie brakuje nawet drastycznych scen) i posiedzenia władz z Władimirem Putinem na czele (jak to dobrze że przywrócił gaz). Do całego obrazu dochodzi jeszcze m.in. NTV prześwietlająca rodziny Poroszenki i Jaceniuka (temu drugiemu odkopano nawet materiały z konkursów piosenki, w których występowała jego mała córka).
A co ze stacjami niezależnymi? Dożd musiał opuścić wynajmowaną siedzibę i zacząć nadawać w prywatnym mieszkaniu (po ankiecie na stronie Internetowej na temat oddania Leningradu i wypowiedzeniu umów przez najważniejszych operatorów telewizji satelitarnych i kablowych w kraju) , a TV-2 po krytycznym filmie dokumentalnym o Putnie nie przedłużono koncesji na nadawanie. Znikają więc media chcące dać każdemu możliwość wypowiedzi, a nie zapraszanie z góry zaakceptowanych gości. Zwykli obywatele tracą powoli jakikolwiek wybór, ale co z tego skoro w większości i tak są przekonani do jedynych „słusznych” informacji o polityce Rosji.
