Najlepszy program, czy tylko zachęcająca nazwa?

Jaką stacja musi mieć pewność siebie, by jedną z emitowanych audycji nazwać „Najlepszy program”. Taką butą wykazała się Eska TV, a tytułowy program nie miał jeszcze nawet premiery. Stawianie sprawy w taki sposób jest zdecydowanie ryzykowne i może skończyć się różnie. W 2013 roku zespół One Direction wydał „Best song ever”. Stwierdzę tylko, że słyszałem wiele lepszych piosenek w historii muzyki (choć być może nastolatki nie podzielą mojego zdania). Jednak sukces był (nawet nagroda za najlepszy brytyjski teledysk). U nas najlepszy program dla Polski miały do tej pory partie polityczne, co raczej ostatecznie okazywało się kiełbasą wyborczą. Jak będzie w przypadku Eski?

W praktyce wygląda to tak, że „Najlepszy program” albo rzeczywiście będzie najlepszy, albo szybko zniknie z anteny, a jego nazwę uznamy za największy blef telewizyjny ostatnich lat. Wszystko okaże się 13 lipca o 16:00 (data pierwszej emisji). Szansy 2 godzinnej audycji, nadawanej od poniedziałku do piątku, należy szukać w jej interaktywności. Prowadzący mają być tylko dodatkiem, bo program w całości mają tworzyć widzowie (a może raczej Internauci) piszący posty, ćwierkający i wrzucający zdjęcia.

Sam program jest tak naprawdę kolejną próbą zatrzymania przed teleodbiornikiem użytkowników Internetu. Włodarze Eski jawnie mówią o tym, że zależy im na zaangażowaniu takich osób, które włączają ich stację, ale tak naprawdę jej nie oglądają. Gra ona w tle podczas gdy oni wymieniają się zdaniami ze znajomymi na Facebooku, dołączają hashtagi do zdjęć na Instagramie, czy też robią cokolwiek innego. Teraz Ci ludzie będą mogli współtworzyć program, pojawić się w nim, wyrazić swoją opinię, pozdrowić kogoś i porozmawiać z gwiazdami.

Problem w tym czy Internauci będą tego chcieli. Przede wszystkim trudno powiedzieć jak liczna jest grupa osób włączających Eskę i równocześnie buszujących w sieci. Przecież można wybrać jakiekolwiek radio (także Internetowe), serwisy z muzyką, własną bibliotekę utworów, albo korzystać z portali społecznościowych w ciszy, a nie akurat pozwolić by na ekranie telewizora widniała Eska TV. Całość mogłaby się udać gdyby założyć, że każda z chętnych do konwersacji osób ma telewizor Smart TV i to za jego pomocą bierze udział w „Najlepszym programie”.

My Polacy nie lubimy pewności siebie. Raczej nie ulegamy spotom reklamowym mówiącym o tym, że coś jest najlepsze. Przecież skoro takie jest, to nie wymaga reklamy. Sprawdzimy działanie danego produktu w praktyce i ewentualnie polecimy znajomym, a nie kupimy coś tylko dlatego, że chce nam coś sprzedać np. aktor przebrany za lekarza. Jednak pomimo dość bezczelnej nazwy pomysł Eski (z „Najlepszym programem”) jest bardzo ważny dla przyszłości telewizji w całej Polsce. Choć nie jest z nią jeszcze aż tak źle (jeśli chodzi o odpływ widzów w całości do Internetu) to już teraz potrzebne są zmiany i próby większego przywiązania odbiorców do medium, które dla młodych jest zwyczajnie niemodne. Jeśli Esce to się uda to pozostanie jej tylko przyklasnąć.