Książka z selfie słabo się sprzedaje

W zeszłym roku samozwańcza największa celebrytka na świecie Kim Kardashian postanowiła wydać książkę. W sumie nic dziwnego przecież bazując na milionach fanów można coś zarobić nie umiejąc nawet składnie pisać. Od czego są autorzy widmo, którzy z krótkich wywiadów stworzą wzruszające arcydzieło. Kim poszła jednak jeszcze dalej nie dając zarobić żadnemu redaktorowi.

Myślicie pewnie, że sama swoimi słowami napisała biografię? Nic bardziej mylnego przejrzała archiwum swoich selfie i przygotowała do publikacji kilkaset tych najciekawszych. Choć to na tych selfie zrobiła tak naprawdę większą karierę, bo ich publikacje w Internecie pozwoliły jej zdobyć 41 milionów fanów na Instagramie, to wersja książkowa (która pojawiła się w sklepach z literaturą w maju tego roku) jest znaczną przesadą.

Czytelnicy po wydaniu swoich ciężko zarobionych pieniędzy otrzymują powrót do swojego dzieciństwa. Czyli zwyczajną książeczkę z obrazkami, mającą chyba rekordowe 448 stron. Problem w tym, że swojemu dziecku nie pokażesz chyba zdjęć celebrytki wystawiającej swoje wdzięki głównie przed lustrem, a raczej obrazki podstawowych zwierzątek. Chociaż będzie z tego czerpało jakąś naukę (no chyba, że potraktujemy tę wyjątkową pozycję na rynku wydawniczym jako porady czego nie powinno robić jak dorośnie).

Teraz pora na zaskoczenie. Okazuje się, że książka „Selfish” (może i samolubna Kim jest) fatalnie się sprzedaje. Pomimo milionów fanów jedynie około 32 tysiące desperatów postanowiło dodać tę pozycję do swojej domowej biblioteczki (co przy kwocie około 10 dolarów za egzemplarz i odjęciu prowizji wydawcy, czy kosztów wydruku pewnie kosmicznej ilości książek, wiele nie daje).

Ilość sprzedanych egzemplarzy przywraca chociaż wiarę w ludzkość. Natomiast ja wiem już jaka książka przebiłaby wynik 32 tysięcy. Wystarczy zebrać wszystkie opinie komentujących „Selfish” Kim chociażby w amerykańskich sklepach internetowych. Obecnie ma ona ocenę 2 na 5 gwiazdek i komentarze będące często perełkami. M.in. o tym ile to drzew zginęło na produkcję tego dzieła (a można było wykorzystać papier toaletowy), jak to powinno się oznaczać zapachem strony (aby niewidomi byli tak samo obrzydzeni jego treścią), jak potrzebna jest wersja audiobook (trwająca rekordowe 37 sekund), jakim osobom których nienawidzimy wysłaliśmy już egzemplarz, jak to można oszczędzić (oddając pieniądze zamiast na książkę na pomoc dla Nepalu lub po prostu obejrzeć te same zdjęcia w Internecie), albo jak to nie udała się ucieczka z więzienia przez tę książkę (bo młotek w niej ukryty został szybko zlokalizowany).