Jutro pierwszy akcent nowego sezonu w rozgrywkach europejskich. W Tbilisi zmierzą się zwycięzca Ligi Mistrzów FC Barcelona i triumfator Ligi Europy FC Sevilla. Zwyczajnie na czas takiego spotkania włączylibyśmy TVP1, chwilkę ponarzekali na komentarz Dariusza Szpakowskiego i cieszyli się świetnym meczem. Teraz będzie jednak inaczej. Od tego sezonu Ligę Mistrzów na wyłączność posiada platforma nc+, a ani Telewizja Polska, ani Polsat (który na swoim głównym kanale pokazywał te rozgrywki w latach 2009-2012) nie odkupili licencji na transmisje w telewizji otwartej. W praktyce oznacza to więc, że najlepszych drużyn w Europie nie zobaczymy w ogólnodostępnym kanale nawet w meczowe środy.
W chwili obecnej jedyną rzeczą jaką zobaczymy np. w naziemnej telewizji cyfrowej to magazyn ze skrótami Ligi Mistrzów. Będzie on pokazywany na TVN7. Pierwszy raz już jutro o godzinie 23 po Superpucharze. Następne po każdej kolejce rozrywek w środę (najbliższy 19 sierpnia o 22:55). Nc+ zobowiązało się także do ogólnodostępnej transmisji spotkań Mistrza Polski w piłce nożnej (w tym sezonie nie będzie takiej okazji bo Lech odpadł z Basel w 3 rundzie eliminacji) i finału Ligi Mistrzów. Tak więc na najbliższe emocje na żywo, nie mając płatnego pakietu tej platformy (lub Canal+ w kablówce) musimy czekać do 28 maja 2016 roku. Swoją drogą ciekawe czy transmisja będzie również na TVN7.
Takie zmiany w dostępie do Ligi Mistrzów to raczej znak czasu w okresie galopujących w górę cen za transmisje sportowe. Jeszcze do 2006 roku mogliśmy liczyć na ogólnodostępne spotkanie i wtorkowe i środowe w TVP. Później Telewizja Polska (oraz jak wspominałem Polsat przez trzy lata) mieli wykupiony pakiet dla kanałów otwartych obejmujący jedno spotkanie w kolejce na żywo (w środę). Teraz mecze o Puchar Europy sprzedano na wyłączność. Zresztą warto zaznaczyć, że problem nie dotyczy tylko Polski. Brytyjczycy od lat mogli liczyć na bezpłatne mecze na ITV. Teraz prawa ma płatny BT Sport, który zobowiązał się podobnie jak nc+ u nas do ogólnodostępnych pojedynczych spotkań drużyn angielskich i finału. We Francji również mamy prawa dla płatnego beIn Sports i pojedyncze ogólnodostępne mecze na Canal+. Tyle, że drużyny z tych krajów regularnie występują w Lidze Mistrzów więc widzowie obejrzą o wiele więcej spotkań niż biedny Kowalski.
Wszystkim kibicom Ligi Mistrzów w naszym kraju pozostaje więc albo skorzystanie z płatnej oferty (dla Nc+ po stracie praw do ligi włoskiej, francuskiej i La Liga oraz ciągnących się negocjacjach o Ligę Europejską to jeden z głównych magnezów na pozyskanie nowych klientów), albo tego co oferują kanały zagraniczne. Na południu Polski odbierzemy naziemną telewizję cyfrową z Czech i Słowacji (z kanałami transmitującymi te rozgrywki), a w reszcie kraju skorzystamy z oferty telewizji satelitarnej (najchętniej pewnie z kanałów niemieckiej telewizji publicznej w HD z Astry) lub, niestety pewnie nielegalnie, z Internetu.
