Mogłoby się wydawać, że podstawowe zasady pracy dziennikarza powinny być, dla każdego z wykonujących ten zawód, jasne. Wymagamy przecież jako widzowie m.in. bezstronności (niefaworyzowania żadnej ze stron), braku manipulacji, oddzielania własnego komentarza od informacji, uczciwości, czy obiektywizmu. Jednak w związku z tym, że trwa kampania wyborcza o pewnych zasadach najwidoczniej trzeba przypominać. Tak więc pojawia się pytanie czy dziennikarze to świadomi ludzie, czy może dzieci, których trzeba krok po kroku o wszystkim uświadamiać?
Telewizja Polska dla pewności już pod koniec sierpnia stworzyła dokument na temat zasad zachowania swoich dziennikarzy podczas kampanii wyborczej. Jest to bardzo ważny dokument, ale skupia się tak naprawdę na tym czego pracującym w mediach nie trzeba przypominać. Dowiadujemy się, że żadne komentarze dziennikarzy nie mogą stanowić agitacji wyborczej, przy prezentacji polityków nie należy stosować ujęć kamery, które przedstawiać ich będą w bardziej niekorzystnym świetle od przedstawicieli konkurencyjnych partii, a w trakcie wywiadu nie można się zarówno „przymilać” do polityków, jak i pozwalać na obrażanie i przeszkadzanie w wypowiedzi osobom z innej opcji politycznej. Poza tym dodano kwestie równej ilości czasu antenowego dla różnych partii, oddzielania funkcji państwowych polityków od ich działalności wyborczej, dokładnej weryfikacji oskarżeń rzucanych przez rywali, a także uzyskania zgody kierownictwa pod scenariuszem każdego z programów publicystycznych zapraszających polityków (ci zresztą nie mogą pojawić się w audycjach typu show, gospodarczych, czy kulturalnych).
Skąd taka dbałość o szczegóły ze strony TVP? Chodzi pewnie o kontrolę jaką w trakcie kampanii w programach telewizji publicznej przeprowadza Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Ta ze szczególną uwagą ma się przyglądać m.in. audycjom „Tomasz Lis na żywo”, „Polityka przy kawie”, „Bliżej”, „Bez retuszu”, „Panorama”, czy „Wiadomości”. Po analizie materiałów od 9 do 23 października pojawi się specjalny raport. Telewizja Polska i jej dziennikarze chcą więc wypaść jak najlepiej (w końcu w kampanii prezydenckiej najwyżej oceniono Polsat News i TVP1), ale czy przypadkiem tworzenie takiej listy zasad nie jest sposobem zaklinania rzeczywistości. Przecież sam raport może być niemiarodajny, a oceniani powinni być dziennikarze ze względu na swoje naturalne zachowanie i przestrzeganie kodeksu etyki zawodowej, bez pomocy jakiejkolwiek dodatkowej listy zasad. No ale najwidoczniej niektórym dziennikarzom po latach pracy trzeba co chwilę przypominać podstawy.
