Cisza, cisza i po ciszy

Wreszcie dziennikarze pracujący w polskich stacjach telewizyjnych mogą odetchnąć. Wczoraj o 21, wraz z końcem głosowania w wyborach parlamentarnych, zakończyła się cisza wyborcza. Cisza, która męczyła ich przez całą sobotę i prawie całą niedzielę. Cisza przez którą tak wnikliwie musieli szukać tematów zastępczych, aby przygotować coś ciekawego dla widzów, a nie dotyczącego polskiej polityki. W takie dni wyobrażam sobie spotkanie wielu redakcji, gdzie przeglądane są stare notatniki i pliki w komputerach w poszukiwaniu tego co jakiś czas temu odrzucono, gdyż zwyczajnie nie zmieściło się do serwisów informacyjnych. Na co więc ostatecznie postawiono?

Po pierwsze na tematy poważne, które wszędzie się powtarzały. Czas podczas ciszy wyborczej można było bowiem wypełnić dzięki zakończeniu synodu biskupiego, zniszczeń spowodowanych huraganem Patrycja, akcji ratunkowej w jaskini, czy specjalnemu posiedzeniu w Europie dotyczącego imigrantów. Poza tym nie brakowało tragicznych historii. To znaczy chorych dzieci, tragicznego wypadku na autostradzie i wypadku autokarowego we Francji, slalomu między pieszymi w Bydgoszczy, nietrzeźwej pani wiceminister za kółkiem, czy krwawej awantury domowej.

Po drugie tematy zabawne lub zastępcze. TVN24 nagle o poranku postanowił wyjaśnić nam co takiego jemy w mieście (zapraszając dietetyczkę), czym jest cosplay (zapraszając kobietę z ręką robota) oraz na czym polega miłość do płyt winylowych. Szczytem był chyba już dzień kundelka (dobrze, że chociaż w kontekście psów w schronisku). „Teleexpress” zaprezentował reklamę województwa lubelskiego (gdyż można było odnieść wrażenie, że prawie każdy temat weekendu jego dotyczy). Mieliśmy zespół folklorystyczny z Lublina w Korei Południowej, 110 urodziny pewnej mieszkanki tego miasta, rekordowe zbiory winnic lubelskich i lisy chodzące już spokojnie po mieście, buszujące w śmieciach. Poza tym warto wspomnieć informacje o 115 tysiącach zgłoszeń owiec zagryzionych przez wilki, remoncie zamku, pomniku Vadera na Ukrainie, giełdzie winyli w Olsztynie, greckiej wyspie zamieszkiwanej przez największą grupę 100-latków, festiwalu dyni, zwiedzaniu najwęższego mieszkania w Polsce, czy nieurodzaju na karpie.

Co w „Faktach”? Zainteresowano się tak po prostu dyscypliną sportową jaką jest narciarstwo dowolne (przedstawiono nasza reprezentację, która pojedzie na Igrzyska Olimpijskie), zajęto się spotkaniem po latach powstańców warszawskich w Wielkiej Brytanii, czy ćwiczeniami GOPRu. Jednak hitem w wielu stacjach była kwestia dochodzenia w sprawie picia szampana przez Roberta Lewandowskiego na Stadionie Narodowej po awansie do Euro 2016 (jak to dobrze, że tak „ogromna” afera zbiegła się z ciszą wyborczą). Jednym tak ważnym tematem dla programów informacyjnych była jeszcze tylko zmiana czasu.

Najtrudniej w te dni miała Telewizja Polska, gdyż „Wiadomości” od czasów nowego prezesa nie są już tak tabloidowe, a to sprawiło że trzeba było zrezygnować z jakichkolwiek bardziej zabawnych tematów. Przemycić się udało w zasadzie tylko news o aplikacjach zdrowotnych na smartfony. Takich skrupułów nie miały natomiast „Wydarzenia” proponując wystawę francuskich malarzy w Poznaniu (niby elegancko bo o kulturze), typowy temat powracający gdy nie ma o czym powiedzieć (zwolnienia z wf-u) i trochę innowacyjności (rozmowę z ósmym polakiem w historii, który przepłynął wpław Kanał La Manche).

Większość z powyższych tematów nie miałaby zupełnie szansy znaleźć się w normalny dzień w wydaniach serwisów informacyjnych (no chyba że w „Teleexpressie”). Dlatego dzisiaj będzie można już spokojnie zasiąść przed telewizorem i słuchać prawie tylko o wynikach wyborów. Bo tym razem trudno będzie trafić na cokolwiek innego.