Polsat przedstawił cennik reklam na grudzień tego roku. Jednak jego najdroższą pozycją nie jest żadna premiera, ba nie jest transmisja z Sylwestra w Katowicach, a nasz ulubieniec czyli mały chłopiec, o którym ponownie zapomną rodzice.
Za pół minuty reklamy przy okazji wigilijnej projekcji „Kevin sam w domu” (od godziny 20.05) należy zapłacić nawet 60,1 tysiąca złotych (kwota minimalna to 42,6 tys.). Ten 25-letni film, pokazywany nieprzerwanie od 10 lat, zdecydowanie dystansuje galę „Miss Polski” (50,4 tysiąca zł), „Sylwestrową moc przebojów” (49,1 tys. zł) i inne filmy w ramach pasma „Megahit” (47,5 tys. zł). Co więcej w porównaniu z poprzednim rokiem reklamy w przerwach „Kevina” podrożały aż o 1/3. Jak to możliwe?
„Kevin sam w domu” stał się od jakiegoś czasu tradycją świąteczną (według niektórych niewiele gorszą od 12 potraw i karpia). Spora część widzów nie wyobraża sobie, żeby w Wigilię nie zobaczyć perypetii rodziny McCalisterów. Film ten jest całkowicie uniwersalny, więc nadaje się na tak ważne spotkanie rodzinne i jest przede wszystkim sprawdzony (po co szukać czegoś nowego co może nie spodobać się seniorom rodu).
Siłę „Kevina” widać było szczególnie 5 lat temu gdy pojawiła się groźba, iż nie znajdzie się on w ramówce Polsatu. Jednak szybka reakcja Internautów sprawiła, że święta zostały uratowane. W zeszłym roku walkę chłopca z włamywaczami obejrzało 3,3 mln Polaków. Myślicie, że to mało? To liczba porównywalna ze średnią oglądalnością „Tańca z gwiazdami” (ostatnia edycja miała 3,4 mln). Poza tym pomimo lekkiej straty widowni „Kevin” i tak został 7 najchętniej obejrzanym filmem w całym zeszłym roku, a przecież trzeba dodać, że nie w każdym domu akurat w Wigilię włącza się telewizor.
Najbardziej dziwi jednak nie kwestia kolejnej powtórki filmu „Kevin sam w domu”, a sposobu w jaki go oglądamy. Przecież zamiast włączania Polsatu, moglibyśmy tego samego dnia zaopatrzyć się np. w wersję na DVD. Zobaczylibyśmy ten sam film bez reklam i z oszczędnością czasu (by nawet wyświetlić po nim fragment drugiej części z Nowego Jorku, a nie czekać na drugi dzień świąt w Polsacie). Dlatego jedynym wytłumaczeniem telewizyjnego seansu jest chyba właśnie wspólny rodzinny czas spędzony przy stole. Dzięki reklamom mamy okazję więcej porozmawiać, dodatkowo się posilić i popatrzeć na niektóre spoty przygotowane jedynie na ten okres roku. Jeśli więc tak rzeczywiście jest to reklamy w trakcie „Kevina” prawdopodobnie stały się elementem tradycji świątecznej z nim związanej (i stąd tak duże ich ceny).
