Tym razem chciałem naświetlić sprawę stacji telewizyjnych, które nadają swoje wersje z opóźnieniem czasowym. Czyli oprócz kanału tradycyjnego istnieje też ten dla tych, którzy jakąś audycję(dopiero co nadawaną) przegapili lub chcieliby sobie przypomnieć. Dlaczego takie programy powstają? Który kraj przoduje w ich ilości? To tylko kilka z pytań, na które chciałbym odpowiedzieć.
Najczęściej powstają stacje z godzinnym przesunięciem czasowym (tzw. +1). Ich istnienie mogą tłumaczyć jedynie widzowie nie posiadający nagrywarki (także w dekoderze) lub timeshift’u (czyli przesunięcia czasowego). Bowiem każdy kto taką możliwość ma ustawiłby swój sprzęt na nagranie kilkudziesięciu minut programu, który przegapi, bo np. stał w korku lub poszedł do sklepu. Co więcej po zastosowaniu nagrywarki można przewinąć reklamy, tak aby oglądać tylko interesującą nas audycję. Natomiast programie +1 wszystko nadawane jest bez żadnych zmian (poza tym, że godzinę później). To właśnie reklamy mogą być dodatkową motywacją do powstawania takich kanałów. Zawsze właściciel stacji może pochwalić się większą oglądalnością, więcej niż jednym nośnikiem reklamy i tym, że pojawi się ona w ciągu godziny dwa razy na obu kanałach. Co za tym idzie jest więcej atutów w negocjacjach z reklamodawcami i większy zarobek stacji.
W programach z przesunięciu o jedną godzinę przodują Brytyjczycy. Wystarczy przyjrzeć się ich ofercie satelitarnej by zauważyć ile takich stacji istnieje (m.in. Film 4+1, Channel 4+1 w wielu wersjach regionalnych, More 4+1, E4+1, ITV1+1 plus wersje regionalne, ITV2+1, ITV3+1, ITV4+1, STV+1, Channel 5+1, 5USA+1, Challange+1). Co ciekawe wiele z nich jest dodatkowo płatnych (np. Sky One+1, Nickelodeon+1, Sky Living+1, Crime+1, TCM+1, Universal Channel+1). Jakie są w takim razie negatywy nadawania takich kanałów. Przede wszystkim to, że bez względu na wszystko, zajmują one miejsce zarówno na transponderach satelitarnych, jak i częstotliwościach kablowych, czy naziemnych. Te można byłoby przecież spożytkować o wiele lepiej, czyli na nowe stacje telewizyjne. A tak tworzy się mimochodem programy powtórkowe. Nawet u nas próbowanowprowadzić takie kanały. Dokładnie próbował to TVN. Testowo dostępny był nawet TVN+1. Później sprawa ucichła, co może oznaczać jedno, Polacy nie byli zainteresowani takim mnożeniem stacji telewizyjnych.
Kiedy programy z przesunięciem czasowym się sprawdzają. To proste. Wtedy gdy kraj, w którym są nadawane jest rozległy, co powoduje, że na jego terenie mamy więcej stref czasowych. Nic dziwnego, że kanały, o których piszę sprawdzają się np. w Rosji. Tam jest ich nie tylko dużo, ale są dostosowane właśnie do regionów kraju. Nie może więc dziwić różnorodne przesunięcie czasowe (może to być np. +3 godziny, a nawet +7). Dzięki zastosowaniu takiego manewru nie ma problemu z tym, że widz ze wschodu przegapi w nocy ciekawy film nadawany w „primetime” na zachodzie Rosji. Cała ramówka jest przystosowana tak, żeby większość obywateli rzeczywiście oglądała np. program poranny po wstaniu z łóżka, a nie po obiedzie. Oczywiście można narzekać, że jest to jedynie oszustwo i naginanie rzeczywistości, czyli każdy wolałby zobaczyć premierowo swój ulubiony serial, a nie kilka godzin później, ale np. o 3 nad ranem nie miałby on takiej widowni.
Złośliwi mogą powiedzieć po co w Polsce programy telewizyjne z opóźnieniem czasowym, skoro w większości stacji tyle powtórek. Oczywiście jest w tym jakaś prawda, ale podstawą moim zdaniem jest rozwój Internetu. W dobie internetowych wypożyczalni VOD i bezproblemowego dostępu do nagrywarek można naprawdę większość audycji, które są w naszej telewizji, obejrzeć kiedy chcemy, a nie kiedy kanał to na nas wymusza. Ostatecznie logiczne mogą się okazać więc np. opóźnienia całodobowe. Z takiego rozwiązania skorzystała brytyjska 5. Tyle, że nie każda stacja +24 ma sens. Wystarczy wyobrazić sobie TVN24+24.
