Cenzura znów wróciła do TV

Cenzura znów wróciła do TV

Niestety to raczej nie wpadka, a po raz kolejny doczekaliśmy się na ekranach naszych telewizorów cenzury. Telewizja Polska postanowiła wziąć się za filmy i to nawet nie nasze, a amerykańskie. Czy od tego czasu musimy się obawiać wycinanych scen i zmian sprawiających, że pewne produkcje będą nie do poznania?

Krytyka w kierunku Telewizji Polskiej nie ustaje. Z jednej strony mówimy o propagandzie płynącej z pasków informacyjnych ich stacji newsowej i Wiadomości, które sprytnie nagłaśniają pewne problemy, omijając inne i dodają narrację (kierują widza na sposób, w jaki ma myśleć na dany temat). A teraz jeszcze cenzura filmów.

To oczywiście nie wpływa dobrze na wizerunek TVP, która jakkolwiek nie zgadza się z wynikami badań oglądalności Nielsena (choć pewnie będzie się nimi chwalić przy okazji sukcesu Sylwestra), to musi przyznać że wiek widzów Jedynki drastycznie się zwiększa. Młodzi nie chcą tej stacji oglądać, a starsi przy niej pozostają.

No dobrze, ale jaka cenzura? W piątek wyemitowano szumnie zapowiadany jako „weekendowy hit Jedynki” film „Dom dusz”. Pewnie nie wielu już pamięta o produkcji z 1993 roku. Ma ona jednak fanów, którzy ponownie zasiedli przed telewizorem, by od 21:20 zobaczyć m.in. role Glenn Close, Winony Ryder, czy Meryl Streep. Jakież musiało być ich zdziwienie, gdy zauważyli brak jedne ze scen, a co za tym idzie wycięcie aż 13 minut filmu!

Dokładnie chodzi o scenę z ciężarną Klarą znajdującą głowę matki. Straszne? Być może, ale nie oznacza to że o takiej porze warto było skracać film z powodu takiego fragmentu.

TVP dołączyła tym samym do cenzury Polsatu, który natomiast swego czasu wziął się za „Wilka z Wall Street”. Tłumaczenie było wtedy jasne. Dostaliśmy taką ocenzurowaną wersję od producenta i ją wyemitowaliśmy (ba w powtórce znowu była cenzura). Tyle, że już Telewizji Polskiej trudno się w taki sposób tłumaczyć. No bo co do tej pory gdy emitowano ten film, mieli dobrą kopię, a tym razem ktoś coś podmienił?

No chyba, że to wszystko to sprytna akcja TVP. O sprawie zrobiło się głośno, a znawcy filmu może teraz chętniej będą włączać Jedynkę (ale tylko po to by z uporem maniaka szukać ewentualnych usuniętych scen). Tylko, że jeśli tak to zrażono do siebie kolejnych „maluczkich” widzów, których czasem polityka może nie interesować, a jakość programu telewizyjnego i jego wartość merytoryczna. No i jeszcze ta zapowiedź na Facebooku TVP, że „Dom dusz” to „film pełen magii i mistycyzmu”. A tak naprawdę widzowie nie zobaczyli go w pełni.