Audyt Nielsena

Audyt Nielsena

Od czasu gdy prezesem Telewizji Polskiej został Jacek Kurski jedna rzecz jest pewna. Całkowity brak wiary w wyniki oglądalności przedstawiane przez firmę Nielsen. Te, z których korzystają reklamodawcy, zwyczajnie nie podobają się TVP, bo pokazują jak słabo wypada telewizja publiczna (którą ratują tylko starsi widzowie). Nic dziwnego, że już niedługo czeka nas audyt.

Telewizja Polska chce sprawdzić, czy metody wykorzystywane przez Nielsena przy badaniu oglądalności, są właściwe. Przede wszystkim uczciwe, choć nie trudno odnieść wrażenie, że warto zakończyć audyt wnioskami o nieprawidłowych działaniach i przekonać innych nadawców do korzystania np. z panelu użytkowników Netii (to stąd TVP ma badania, które przeczą ich beznadziejnej oglądalności).

Praktyka jest prosta. Gdy Nielsen używa telemetrów zainstalowanych w domach wybranych zgodnie z statystycznymi danymi o Polakach, Netia sprawdza co oglądają w trybie rzeczywistym, Ci którzy mają wykupione u nich usługi. Nie ważne nawet to, że wykluczamy w ten sposób np. użytkowników naziemnej telewizji cyfrowej, którzy mają jednak inne przyzwyczajenie.

No dobrze, ale wróćmy do audytu. Audytu skomplikowanych badań telemetrycznych, czegoś na czym u nas w zasadzie żadna firma się nie zna (kwestia metodologii). Był przetarg, no i wybrano szczęśliwego zwycięzcę, który przeprowadzi badanie badania oglądalności.

Wybrano firmę z naszego kraju, która z czymś takim nie miała do tej pory do czynienia. Owszem robi audyty, ale nie takie, a ich najczęściej wskazywanym plusem jest to, że działają w budynku, którego właścicielem jest spółka związana z Prawem i Sprawiedliwością. No i to to niepokoi.

Oczywiście nie musi to wskazywać jednoznacznego wyniku zakończenia audytu przed jego rozpoczęciem, ale już budzi wątpliwości. Poza tym nie do końca wiadomo po co jest tka naprawdę ten audyt. Przecież bez względu na to co wykaże i tak TVP będzie twierdzić, że oglądalność od Nielsena nie jest właściwa.