Dla wielu widzów zmorą telewizji są reklamy. W zasadzie wszystkie prowadzone badania podają oglądalność poszczególnych stacji i programów. Jednak jak dużo ludzi nie zmienia kanału w trakcie emisji spotów i ogląda opowieści o margarynie, korzystnych kredytach, czy środkach czystości?
Odpowiedź na to pytanie znalazłem w badaniach At Media, jeszcze z 2011 roku. Otóż wynika z nich, że jedynie 27% użytkowników płatnej i 22% bezpłatnej telewizji decyduje się na oglądanie reklam w telewizji. Choć od przeprowadzenia tego badania minęły 3 lata to nie wydaje mi się, żeby obecnie było zupełnie inaczej.
A teraz trochę matematyki. W wieczornej niedzielnej ramówce TVNu jest „Masterchef”, serial „Lekarze” i program „Na językach”. Najwyższą oglądalność ma pierwszy z nich (3,06 mln widzów). Przyjmując, że 27% osób ogląda reklamy, w momencie przerwy pomiędzy audycjami przed telewizorem pozostaje około 826 tysięcy ludzi. Najgorsze dla każdej stacji jest jednak to, że „zgubione” w tym wypadku ponad 2,2 mln widzów zmienia kanał i u konkurencji może zobaczyć coś ciekawego, przez co część tej grupy zrezygnuje z oglądania kolejnej pozycji w programie („Lekarzy”).
Takie coś dzieje się bardzo często. Mamy więc wędrówki widzów z jednego kanału do drugiego. TVN wpadł jednak na pomysł jak tą sytuację zmienić. Co ciekawsze początkowo do takiej idei się nie przyznawano, twierdząc że pojawił się tylko błąd w cenniku reklam na październik. Jakich dokonano zmian?
Pomiędzy każdym ze wspomnianych już wyżej programów nie ma reklam! Naprawdę w momencie zakończenia „Masterchefa” od razu mamy początek „Lekarzy” itd. Podstawa tego pomysłu jest prosta. Nie będzie przerwy na spoty, czyli widz pozostanie przed telewizorem naszej stacji. Co więcej być może zainteresuje się np. serialem którego do tej pory nie oglądał i wciągnie w jego fabułę tak, że będzie chciał się dowiedzieć co stanie się w nim dalej.
Oczywiście cudów nie ma, gdyż każda stacja musi zarabiać. Dlatego brak reklam pomiędzy programami nie oznacza ich całkowitego zniknięcia. Minusem całego pomysłu, z punktu widzenia widza, jest dłuższa przerwa w trakcie emisji „Masterchefa”, „Lekarzy” i „Na językach”. Bo to właśnie wtedy nadawca odbija sobie ewentualne straty. Tyle, że w tym momencie stacja już się tak nie boi utraty telewidzów, gdyż zdążono ich wprowadzić w to czego mogą się po programie spodziewać.
Rozumiem, że pomysł z takim rozmieszczeniem reklam jest na razie testowany. Tak naprawdę dopiero analiza wpływu tych zmian na oglądalność stacji w dłuższym okresie pozwoli na właściwą ocenę tej idei. Nie wykluczone jednak, że z podobnego rozwiązania skorzysta np. Polsat. Gdyż pomysł ten pozwala odróżnić nadawcę komercyjnego od telewizji publicznej. Ta druga nie może przerywać swoich programów reklamami, a całość zarobku opiera na emisji spotów w przerwach między audycjami. Przez co właśnie Telewizja Polska w całym tym zamieszaniu może najwięcej stracić.
