Choć w zasadzie nikt w to nie wierzył polscy piłkarze ograli wczoraj mistrzów świata. To historyczne wydarzenie szybko stało się pożywką dla mediów nie tylko z naszego kraju, a całego globu. Ale po kolei.
Najpierw były informacje o ilości państw, które wykupiły prawa do transmisji. A wśród nich takie kraje jak np. Bhutan, Curacao, Kirgizja, Malediwy, Nepal, Sri Lanka, czy Tadżykistan. Takie zainteresowanie związane było z nowym systemem eliminacji (stworzonym przez UEFA). Dzięki niemu mecz Polska-Niemcy był najważniejszym spotkaniem dnia.
O naszej kadrze przypomniało sobie również wielu dziennikarzy. Widać to było szczególnie po kwestii akredytacji. Do PZPNu przyszło 600 wniosków, z których połowę trzeba było odrzucić. Trybuna prasowa również została specjalnie na ten mecz powiększona (o 28 miejsc). UEFA zarezerwowała sobie 65 miejsc, 20 otrzymali Brytyjczycy, a po 100 otrzymali Polscy i Niemieccy dziennikarze. Fotoreporterów również było tak wielu, że trzeba było pozwolić im robić zdjęcia nie tylko za bramkami, ale i po bokach pola karnego.
W polskiej telewizji także dużo się działo. Szczególnie ciekawy zabieg zastosowała Telewizja Polska. Na antenie TVP Sport wyemitowano studio po zakończeniu spotkania. Jest to tym bardziej nowatorskie u nas, gdyż nadawca publiczny nie posiadał praw do transmisji, ani nawet skrótów. Prawdopodobnie ten pomysł się sprawdził i o ile program podsumowujący mecz ze Szkocją był w planie, to niewykluczone jest powtórzenie takiego studia również na wiosnę. Ważne jest to, że powielamy w ten sposób trend światowy. Bowiem często zagranicą brak praw do transmisji nie oznacza braku możliwości stworzenia dla kibiców czegoś ciekawego.
No i jeszcze stacje informacyjne i coś o czym miałem chęć już dawno napisać. TVN24 i ich reporter pod stadionem to pokaz nowoczesnego dziennikarstwa. Mam na myśli telewizję na żywo, prawdziwe, nieudawane reakcje zwykłych ludzi. Choć często sprawia to problem (tym razem śpiewano piosenkę z przekleństwem), to i tak ten brak przewidywalności sprawia, że każde wejście reportera jest interesujące. Tyle, że tym razem było inaczej, ponieważ do tej pory relacjonował on najczęściej porażki lub spotkania w których zawodziliśmy, a teraz była szansa na pokazanie euforii. No i całość potwierdza wcześniejsze zdanie o tym, że brak praw do wydarzenia nie oznacza, że program będzie nudny.
Warto jeszcze wspomnieć o tym, że polski Internet także oszalał. Jak zwykle mamy ciekawe memy, komentarze wypominające wypowiedzi niedowiarków i chwalenie się tym, że ktoś nigdy nie zwątpił (co nie jest łatwe do sprawdzenia). Na Stadionie Narodowym była cały czas otwarta sieć Wi-Fi, co wielu może się nie podobać. Zdarzały się bowiem momenty gdy ważniejsze od spotkania stawało się pochwalenie się swoją obecnością na meczu na Facebooku. Niesmak pozostawił jednak bardziej regulamin UEFA. Według którego nie można pokazywać obrazów z kamer na stadionowym telebimie. Być może chodzi tutaj o nie sugerowanie niczego sędziemu, ale przeszkadza w odbiorze widowiska i tym bardziej sprawia, że każda stykowa sytuacja jest kontrowersyjna. Teraz wszystkim pozostaje tylko czekać do wtorku i oby optymizm szybko nie przerodził się ponownie w pesymizm.
