Ostatnio po raz kolejny do amerykańskiego sądu zwróciła się aktorka Lindsay Lohan. Przypomnijmy, że twierdzi iż jej wizerunek został skopiowany w popularnej grze komputerowej GTA. Tym razem uzupełniła materiał dowodowy i chce zadośćuczynienia za to, że kobieta stworzona przez grafików (jej zdaniem podobna do niej) była postacią w rozgrywce, jak i widniała na plakatach reklamujących grę.
Do sprawy należy podejść z przymrużeniem oka. Ponieważ naprawdę patrząc na przedstawione zdjęcia podobieństwo jest minimalne. Ba, za główny powód uznaje się budowę ciała i trzymanie komórki. Poza tym powiedzmy sobie szczerze ludzie są czasem do siebie podobni. To znaczy, że jakby przeglądać dokładnie wszystkie gry, to może i my moglibyśmy zarobić niezłe pieniądze (przy okazji po raz kolejny ośmieszając wyroki sądowe w USA).
Wydawać by się mogło, że w Polsce jest spokojniej. A jednak niedawno zainteresowała mnie inna sprawa sądowa. Otóż twórcy legendarnego serialu „Czterdziestolatek” ścigają pewną telefonię komórkową za to, że ta wykorzystała w reklamie motyw kobiety pracującej (która żadnej pracy się nie boi). Domagano się 166 tysięcy złotych odszkodowania, 10 tysięcy zadośćuczynienia i jakiegoś dodatku z reklam.
Tyle, że Polski sąd do sprawy podszedł poważnie i stwierdził, że najzwyczajniej w świecie prace wykonywane przez aktorkę reklamy różniły się od tych znajdujących się w scenariuszu serialu oraz nie wykorzystano napisanych na jego potrzeby dialogów (te zdanie z kobietą pracującą trochę zmieniono). Była to więc jedynie inspiracja twórców reklamy tą postacią, a nie naruszenie praw autorskich. Poza tym sformułowanie „kobieta pracująca” istniało w dyskursie już w latach 50-tych.
To samo tłumaczenie często pojawia się w kwestii utworów muzycznych, czy plastycznych lub literackich. W tych pierwszych mamy ograniczoną gamę dźwięków, a często utwory które po pierwszym przesłuchaniu wydają się plagiatem ostatecznie nim nie są (gdyż np. skopiowana jest za mała ilość taktów lub tylko sample). W drugich problemem jest stwierdzenie tego czy twórca mógł wymyślić coś podobnego nie widząc oryginału? Oczywiście mógł w końcu ludzie myślą podobnie.
Obecnie problemy ma też Telewizja Polska. Otóż jeden ze scenarzystów podał ją do sądu za skopiowanie wątków, jego nie powstałego serialu (zgłoszonego na konkurs organizowany przez TVP) i wykorzystanie w późniejszych odcinkach „Rezydencji” (czyli wygranego scenariusza w tym samym konkursie). O sprawie za dużo nie wiadomo, a nadawca publiczny tłumaczy się tym, że oba scenariusze znacznie się różnią (chociażby jeśli chodzi o bohaterów). Całość tylko pokazuje jak zawiłe mogą być kwestie prawa autorskiego. Szczególnie gdy czasami są wręcz naciski „z góry” by w przygotowanym wcześniej scenariuszu coś zmienić.
