Autoreklama prezesa

Autoreklama prezesa

Wczorajszy mecz już na zawsze zapisze się w historii polskiego futbolu. Mistrz naszego kraju, skazywany od początku tego sezonu Ligi Mistrzów (do której wróciliśmy przecież po 20 latach) na porażkę, pozostał w europejskich pucharach. Zwycięstwo 1:0 ze Sportingiem Lizbona pozwolił na zajęcie w grupie trzeciego miejsca, przez co w zasadzie każdy zapomniał o tragicznym starcie z Borussią (0:6), czy ilości straconych bramek w tych sześciu spotkaniach (24 i wyrównanie niechlubnego rekordu Bate Borysów).

Ja jednak przewrotnie tylko we wstępie wspomniałem o samym meczu. Bo ważniejsze rzeczy z punktu widzenia mediów działy się już po jego zakończeniu. Mieliśmy przecież wciąż trwające w TVP1 HD studio oraz wywiady z bohaterami spotkania i nie tylko.

Dlaczego piszę, że nie tylko z bohaterami spotkania? Bo obecność prezydenta Andrzeja Dudy jeszcze nie mogła przeszkadzać tak, jak rozmowa z prezesem Telewizji Polskiej Jackiem Kurskim. Wiadomo, że pochwalić się trzeba było, ale czy to już nie przesada?

Przecież to nie pierwszy raz gdy obecny prezes Telewizji pojawia się przed kamerami w przerwie ważnej transmisji sportowej na żywo i mówi o tym jak to załatwiono wszystkie spotkania Legii w fazie grupowej Ligi Mistrzów na otwartej antenie, a teraz także w fazie pucharowej Ligi Europy (w końcu ktoś to musiał za darmo pokazać, bo tak stanowi prawo). Poza tym przypomina wielki kontrakt na pokazywanie piłkarskich reprezentacji w latach 2018-2022.

W większości te wypowiedzi są bardzo do siebie podobne, a słyszeć je możemy nie tylko przy Lidze Mistrzów, ale i przy towarzyskich spotkaniach reprezentacji, czy nawet w przerwie skoków narciarskich. Warto zauważyć, że w ostatnich latach żaden prezes Telewizji Polskiej tak często nie występował, przed kamerami swoich stacji. Bo Kurskiego widzieliśmy także m.in. przy okazji prezentacji Sylwestra w Zakopanem.

Złośliwi powiedzą, że to taka propaganda sukcesu. Firmowanie swojej twarzy w sytuacji gdy miliony widzów zasiadają przed telewizorem. No i coś w tym rzeczywiście jest, bo wychodzę z założenia, że Prezesa powinny bronić same programy, ich jakość, albo oglądalność. Natomiast jego obecność na ekranie naprawdę niewiele zmienia, poza tym że każdy już pamięta dzięki komu można obejrzeć bezpłatnie mecz. Tylko czy nie podchodzi to już pod limitowany czas antenowy na autopromocję?