Co dalej z reklamami wyborczymi w telewizji?

Za nami kolejne wybory, tym razem do Europarlamentu. Frekwencja nie zachwyca, choć nawet bukmacherzy stawiali na mniej niż 25%. Mimo wszystko kampanii towarzyszyły jak zwykle reklamy. W stacjach komercyjnych partie musiały wykupować czas antenowy, by wyemitować spoty. Inaczej było w Telewizji Polskiej i paśmie Audycje wyborcze. Zgodnie z rozporządzeniem KRRiT nadawca publiczny musiał za darmo udostępniać czas na reklamy wyborcze. Co gorsze działo się to w świetnym czasie antenowym.

Oczywiście można mówić o tym, że mówimy o stacji publicznej, która spełnia swoją misję. W misji mamy informację i szczególnie w okresie przedwyborczym musi informować o kandydatach. Jednak czy taki układ, z bezpłatnym czasem antenowym jest w tym wypadku na miejscu? Mam duże wątpliwości.

Z jednej strony mamy Telewizję Polską, która powiedzmy sobie szczerze ma problemy finansowe (co ciekawe w nie wpuścili TVP pośrednio politycy). Z drugiej partie polityczne, które przecież otrzymują subwencje z państwa, a nawet jeśli to pieniądze na spoty mają np. ze składek członkowskich. Łącząc to okazuje się, że z prawdziwym bólem nadawca publiczny umieszcza spoty tak jak wymaga od niego prawo. Podczas gdy ten sam czas antenowy można by było przeznaczyć na jakieś ciekawe programy, przed którymi i po których byłyby reklamy płatne, dające im zarobić. Owszem można mieć zarzut o to, że są mniejsze partie, które tylko dzięki takiemu miejscu mogą się przebić, ale wydaje mi się, że to nie podczas telewizyjnego bloku wyborczego otrzymujemy o nich informacje i to nie podczas niego podejmowane są decyzje kogo wybrać. Dlaczego?

Nikt tego nie ogląda. No dobra nie mówmy, że nikt, ale bardzo małą grupka osób. Dokładnie maksymalnie 500-600 tysięcy osób (a były i audycje gromadzące 160 tysięcy widzów). Udało się raz 1,75 miliona chciało zobaczyć Teleexpress, a tu skucha blok wyborczy (tak było 13 maja, bo program informacyjny nadano przed 17). Do tego dochodzi jeszcze sprawa liczenia telemetrii, o której już pisałem. Mówiąc szczerze większość ludzi nawet przeglądając programy zmieniała kanał widząc twarze polityków, w mniej lub bardziej wyszukanych spotach. No a jak już zawiesi oko na audycji kanału konkurencyjnego do TVP raczej nie wraca. I to nie dlatego, że boi się powrotu audycji wyborczych.

Pamiętajmy, że nie mówimy o małym czasie antenowym. Bo to przecież 360 minut dziennie na trzech antenach Telewizji Polskiej w godzinach 17-23. Wpływy każdej stacji TVP w czasie nadawania tych audycji spadają o połowę (w stosunku do zwykłego dnia sprzed okresu wyborczego). A to już bardzo dużo. Obawiam się, że program w stylu prawdziwe historie, ba każdy inny program (bez względu na jego poziom) pokonałby w tych godzinach spoty z politykami. I tak nadawca publiczny liczy straty, a politycy się cieszą. A sytuacja powtarza się przed każdymi wyborami. Dlatego może pora zrobić jakiś ruch ze strony tych teoretycznie zadowolonych. Albo załatwcie lepsze finansowanie Telewizji Polskiej i Polskiego Radia, albo płaćcie za swoje reklamy w prime time. Ale przecież prościej jest siedzieć cicho, nie planować, a co będzie za pół roku to zobaczymy.