Dziękuję „Tylko ty”, wolę „Pointless”

Już od miesiąca na antenie Dwójki, można oglądać nowy teleturniej „Tylko ty”. Emitowany jest on w czwartki i piątki o 18:55. Program ten jest polską wersją produkowanego przez BBC „Pointless” i w podane dni zastępuje „Jednego z dziesięciu”. Tak naprawdę formułą przypomina jednak „Familiadę”. W „Tylko ty” także sprawdza się odpowiedzi ankietowanych, lecz uczestnicy zamiast wybierania najpopularniejszej z nich muszą wskazać taką, która padała najrzadziej.

Pierwsze wyniki oglądalności „Tylko ty” nie wróżą jednak temu teleturniejowi nic dobrego. Jego średnia widownia (pierwszych pięciu odcinków) wyniosła 978 tysięcy. Każdy kolejny odcinek oglądało mniej ludzi, co więcej TVP2 podczas jego emisji przegrywa z wszystkim ważnymi stacjami (TVN, Polsat, TVP1), a „Jeden z dziesięciu” rok wcześniej oglądało dwa razy tyle widzów. To wystarczające powody, by zastanowić się nad tym co poszło nie tak.

Po pierwsze zderzenie wersji oryginalnej i polskiej. Jako fan teleturnieju „Pointless” emitowanego nie tylko na BBC, gdyż jego powtórki często można spotkać na kanale Challange, muszę powiedzieć, że jestem po prostu zawiedziony naszą edycją. Pierwsze co przychodzi mi na myśl to sztywność prowadzących. Alexander Armstrong, ze swoim doświadczeniem komediowym, jest po prostu nie do pobicia. Po pierwsze jego żarty są naturalne, a oprócz tego wykazuje się często swoją własną widzą i prowadzi teleturniej na luzie. Tego nie można powiedzieć o Tomaszu Kammelu. Jego styl prowadzenia programu wygląda na bardzo wyreżyserowany. Oczywiście stara się powtarzać to co robi w oryginale Armstrong (mam na myśli podobne frazy, jakby tłumaczone z angielskiego), ale nie wygląda to po prostu dobrze. Niewiele lepiej wygląda sytuacja z doradcą (Radosław Kotarski), który również próbuje zwyczajnie podpowiadać i żartować, ale obaj nie doprowadzają publiczności w studiu do śmiechu, jak oryginalna brytyjska para prowadzących.

Doradca, jakim jest Richard Osman to prawdopodobnie największy atut „Pointless”. Ze swoim doświadczeniem w teleturniejach, głównie poza kamerą, zachowuje się bardzo swobodnie. Do każdej odpowiedzi może podać ciekawostkę, będącą jednocześnie dowcipem. Jego powitalne Heya! i odgrywanie roli „pointless friend” stało się wręcz klasyczne. W teleturnieju rządzi po prostu brytyjski humor, którego nie da się jednak, jak widać, przełożyć. Kolejna sprawa to pytania. Tu jednak twórcom polskiej edycji się nie dziwię. Chcą zainteresować teleturniejem więc pytania są prostsze od tych z Wielkiej Brytanii. A to też nie do końca dobra droga, bo popularność „Jednego z dziesięciu” temu przeczy. Poza tym mniejsze kwoty do wygrania (co biorąc pod uwagę zarobki w obu krajach nie dziwi).

Jest jeszcze kwestia nazwy. Wiadomo, że trudno tak przetłumaczyć „pointless”, żeby brzmiało atrakcyjnie dla widza z Polski. „Tylko ty” powoduje jednak dalsze komplikacje. Mam na myśli słowa Kammela, że tylko ty widziałeś, znałeś tą odpowiedź. Moim zdaniem bardziej pasowała by w tym wypadku odpowiedź idealna, perfekcyjna lub coś podobnego. Za granicą tytuły to odpowiednio „Zero wygrywa” w Niemczech, „Mniej znaczy lepiej” w Szwajcarii i „Nikt o tym nie pomyślał” we Francji, Chorwacji i Serbii. A do tych tytułów nasze „Tylko ty” jak widać zupełnie nie pasuje. No i jeszcze brakuje mi statuetki dla każdej pary biorącej udział w finale. A same zasady też trochę się różnią, być może ze względu na możliwość nagrania większej ilości odcinków. W „Pointless” każda para może pojawić się w dwóch odcinkach, poza tą, która dostała się do finału. U nas zostajesz w grze póki wygrywasz, a jedynie przeciwnicy mają po dwie szanse.

Co może bronić słabą oglądalność „Tylko ty”? Na pewno pora nadawania. Konkurencja w postaci dzienników informacyjnych TVNu i Polsatu jest nie do pokonania. Mimo wszystko (być może ze względu na moją sympatię do „Pointless”) liczę, że teleturniej przetrwa. Ważny będzie czas. Liczę na to, że wraz z większą ilością odcinków prowadzący poczują się swobodniej, a i żartów będzie więcej (tak jak więcej powinno być odpowiedzi będących podpuchami). Na koniec należy wspomnieć, że w Wielkiej Brytanii teleturniej ten także nie ma dobrej prasy, a są nawet komentarze żartujące z jego tytułu mówiące o tym, że nie ma sensu go oglądać. Może nam do sukcesu brakuje w takim razie specjalnych wydań z gwiazdami? Bo na razie brakuje tego czegoś co ze średniego programu robi program ciekawy dla widza.