Ach te zmiany w portalach społecznościowych. Teraz to nie tylko algorytmy, czy przetwarzanie danych osobowych, a jeszcze pozwolenie na wrzucanie pewnych dotychczas zakazanych zdjęć. Nie pornograficznych, a z… porodów.
Tak. Jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi Facebook i Instagram pozwala już na wrzucania wszystkich możliwych zdjęć porodowych. Co w tym dziwnego? Dotychczasowa polityka tych portali te najbardziej intymne zdjęcia z widocznymi sutkami i genitaliami rodzącej, są już właściwe!
Za taką zmianą stoi 23 tysiące podpisów matek walczących o dopuszczenie niecenzurowanych zdjęć porodów. Zdjęć, które na pierwszy rzut oka mogą się wydawać na naprawdę niewłaściwe dla młodszych internautów.
No właśnie i to jest cały problem. Problem, który zaczyna się od pierwszej podstawowej kwestii. Kto o zdrowych zmysłach chce udostępniać w internecie tak intymne zdjęcia. Po to by się chwalić? Czym? Kogo to tak naprawdę interesuje.
Sam jestem przeciwny wrzucaniu zdjęć małych dzieci do Internetu (z wielu powodów), a co dopiero pokazywanie czegoś takiego! Pewne rzeczy powinny po prostu pozostać w rodzinie, a nie na widoku publicznym. Jeśli więc naprawdę chcecie to znajdźcie sobie „fotki” od empoweredbirthproject. Jednak ja szczerze nie polecam.

