Wiedziesz sobie spokojne życie w jednym z największych krajów świata. Jesteś więc wręcz anonimowy, jak ten mały trybik w tym wielkim świecie, nie wyróżniający się żadnym nadzwyczajnym talentem. Aż tu nagle ktoś w Internecie zauważa twoje zdjęcie i cały twój życiorys się zmienia. W taki właśnie sposób od miesiąca, nazwisko Roman Burtsev nie jest już takie nieznane.
Jeśli jeszcze nie wiecie Roman był rosyjskim policjantem, do momentu gdy ktoś zauważył podobieństwo jego facjaty, do wciąż walczącego o swojego pierwszego Oscara, Leonardo DiCaprio. Niby nic nadzwyczajnego, w końcu mówi się że zawsze na świecie można trafić na kogoś identycznego do nas samych z wyglądu, a poza tym przecież największe gwiazdy mają swoich sobowtórów. Jednak pan Burtsev pomimo tak naprawdę nikłego podobieństwa jest już celebrytą i ma swój program w rosyjskiej telewizji!
„Romans z DiCaprio” (bo tak ma nazywać się nowy program) z góry szykowany jest na wielki hit. Producenci mają zamiar zrobić bowiem wszystko by Roman Burtsev był jeszcze bardziej podobny do znanego amerykańskiego aktora. 33-latek przejdzie w rosyjskim show istną metamorfozę, zarówno pod względem wyglądu, jak i psychiki. Pomogą mu w tym m.in. profesjonalni dietetycy i styliści (od których otrzyma przepiękny garnitur), ale to nie wszystko.
Żeby widzowie się nie znudzili, zobaczą również jak Roman w centrum handlowym ćwiczy wraz z modelką pozę z Titanica, a także próbuje swoich sił w duecie z rosyjską Celine Dion (oczywiście chodzi o tytułową piosenkę „My heart will go on”). Oprócz tego będzie jeszcze próba znalezienia wybranki dla Burtseva, a nawet lekcja jazdy na łyżwach. Natomiast najcięższe będą na pewno testy psychologiczne (mowa o odtwarzaniu wysiłku jaki Leo włożył w stworzenie kreacji ze „Zjawy”, czy próbie żebrania o pieniądze na ulicy).
My z fantazji Rosjan możemy się śmiać, ale bardziej będzie to śmiech przez łzy. W końcu nikt nie zabroni im stworzenia programu, który wbrew pozorom może być ciekawy. Amerykanie mają swoją rodzinę celebrytów, która nie pojawiłaby się w telewizji gdyby nie sekstaśma, a my swoje gwiazdy chociażby z „Warsaw shore”, które złaknione sławy rozprzestrzeniają się do kolejnych stacji i formatów (Mała Ania weźmie przecież udział w „Hell’s Kitchen” zajmując ewentualne miejsce osobie chcącej w kuchni czegoś się nauczyć i nie posiadającej takiego parcia na szkło). Może więc rosyjski DiCaprio sprawi, że do telewizji na całych świecie wejdzie pomysł na coraz większe korzystanie z sobowtórów gwiazd, bo tych nawet w Polsce jest przecież wiele.

