Kabareton w Opolu bez kabaretów?

No dobra, aż tak źle nie było, no ale jest do czegoś takiego coraz bliżej. Za nami festiwal piosenki w Opolu. W tym roku stracił on oglądalność o około 900 tysięcy widzów, ale i tak (w tej kategorii) wygrał z Sopotem Polsatu. Co takiego złego i dobrego działo się moim zdaniem podczas tegorocznej edycji?

Po pierwsze wywołany już Kabareton. To na niego najczęściej czeka najwięcej widzów. Jednak tym razem mogli się trochę zwieść. Przede wszystkim scenariusz takiego wydarzenia zawsze wyglądał tak, że występują tylko kabarety. To znaczy, jest to moment odpoczynku od gwiazd i gwiazdeczek muzyki, a piosenki też wykonują grupy kabaretowe. Natomiast w tym roku do Kabaretonu dopuszczono muzyków. Doliczyć się można było 6 kabaretów, co jest małą liczbą, biorąc pod uwagę czas jaki mieli oni zapełnić. Za to swoją obecność do zaśpiewania piosenek wykorzystywali bracia Golec, Donatan i Cleo, Halina Mlynkova, Blue Cafe, a tańczyły Zespoły Pieśni i Tańca ze Śląska i Mazowsza. Takie wypełnienie muzyką Kabaretonu zupełnie nie jest do przyjęcia, przynajmniej moim zdaniem. Jeśli tak dalej pójdzie to kabaretów będzie mniej niż piosenkarzy, a wtedy Kabareton straci rację bytu. Nie wypowiadam się o poziomie, choć sądzę, że na niektóre świetne grupy zabrakło też pieniędzy. A czas wypełniali jeszcze odtwórcy sztuki teatralnej „Ławeczka” i grający w Ranczu, których do kabaretów nie zaliczam.

Po drugie obecność disco-polo. Zapewne miało to sprawić, że oglądalność będzie większa i pokazanie, że muzyka ta na dobre wróciła też na największe sceny w kraju. Tyle, że czy sensowne było powierzenie takich utworów legendzie muzyki Maryli Rodowicz? Nie sądzę. Po pierwsze otrzymała ona nagrodę za ilość lat występów w Opolu, a zamiast wykonywać swoje przeboje (poza jedną piosenką dla Ukrainy) śpiewała w trochę zmienionej aranżacji, ale jednak disco-polo. Tu sprawa jest jasna albo zapraszacie autorów tych piosenek, albo nie dajecie ich śpiewać takiej gwieździe (przy okazji przesadnie nie podkreślając jak niesamowicie jest młoda). Za dico-polo można też nazwać wstawki z przerw pierwszego koncertu, do których tańczyły ludziki z przyklejonymi uśmiechniętymi buziami. Co w ogóle nie pasowało i nie komponowało się z całością. Jednym słowem niepotrzebny miszmasz poziomów, który raczej w odbiorze widowiska nie pomaga.

Po trzecie koncert z piosenkami Niemena. Z jednej strony fajnie, że się odbył, ale np. Nie przedstawiono historii ogromnej krytyki jaka na niego spadała jeszcze na początku lat 70-tych. Wtedy był przedstawicielem młodego pokolenia artystów, którzy w ogóle nie podobali się publiczności. Z drugiej strony była przesada na temat opowieści z nim związanych. Rysunki córki, sukienka żony z czasu porodu. No po prostu za dużo wszystkiego poza muzyką, którą nie wykonywały w końcu większe gwiazdy, tylko bardziej artyści na dorobku.

Do wszystkiego dochodzą niektóre dziwne werdykty. Czym zasłużył się w poprzednim roku zespół Feel, by dostać Superjedynkę za show? Nie mam pojęcia, a może i dobrze, że zupełnie się tym nie interesowałem. Drugą kwestią dywagacji poziomu nad właśnie show jest brak nagród dla Dawida Podsiadły. Być może spowodował to jego występ w Sopocie, ale innym aż tak to nie przeszkadzało w dostaniu Super Jedynki. Skoro zdobywa Fryderyki i ma najwięcej sprzedanych płyt w całym roku, to czemu nie ma go w Opolu i przegrywa każdą kategorię, w której się znajduje? Zastanawiające

Pozytywy to na pewno koncert na 25 lecie wolności. Pomysł świetny, tak jak piosenki. Tyle, że i tutaj zastanawiające było zastępowanie niektórych artystów innymi. Dobrą ideą było jednak poszufladkowanie całości na części i nagrane słowa Krystyny Czubówny. Zabrakło natomiast większego luzu u prowadzących. Choć z drugiej strony w poprzednich dniach tego luzu było nawet niepotrzebnie za dużo, więc można było to przełknąć.

Wszyscy będę pewnie czekać do następnego roku, w którym życzę, żeby takie koncerty jak ten ostatni nie były w dodatkiem do reszty. Takie powinny być każdego opolskiego dnia festiwalowego. Tyle, że pewnie jest strach przed dalszą utratą oglądalności. Choć z drugiej strony, czy ktoś spróbował pokazać wyższy poziom muzyki i sprawdził ile było chętnych na antenie ogólnopolskiej? Dlaczego więc nie spróbować, chociaż w jednym roku.