Kontrowersją po kasę

Kontrowersją po kasę

Każda marka musi coś zrobić by pojawić się w świadomości swoich konsumentów. Niektórzy mają oczywiście łatwiej. Są od lat, są popularni i dla nich jakakolwiek reklama jest tylko dodatkiem. Gorzej jeśli firma wie, że ich produkt jest jednym z wielu. Wtedy należy pomyśleć jak się wybić, a najprościej i najtaniej jest oczywiście przez kontrowersje.

Pamiętacie pewnie historię Tigera. Napój energetyczny jeden z wielu. Z bardzo ciekawie prowadzoną komunikacją na portalach społecznościowych. Komunikacją, choć niektórych to dziwiło, idealnie wpasowującą się w grupę docelową. Szalonych imprezowiczów, młodzieży bez tematów tabu, rozrywkowych, dla których ważnym sposobem opisu istniejącego świata są czasem bardziej, a czasem mniej śmieszne memy. Tym samym balansowanie na granicy dobrego smaku było tu logiczne.

No, ale ktoś z mediów wyciągnął te bardziej kontrowersyjne kąski, szczególnie dotyczące np. katastrofy Smoleńskiej, czy Powstania Warszawskiego i zaczęła się nagonka na producenta i agencję przygotowującą całą komunikację. Najgorsze jest chyba tylko to, że producent napoju się kajał i zrzucił wszystko na agencję, ta pewnie na szeregowych pracowników, a sprzedaż produktu ze względu na całe zamieszanie nie spadła, a zdecydowanie wzrosła!

Grupie docelowej komunikacja się podobała, a ogólnie o marce w szybkim czasie dowiedziało się wielu nowych konsumentów. Można więc mówić o sukcesie sprzedażowym wytworzonym przez kontrowersję. Zresztą nie pierwszy raz tak się dzieje, bo i np. piwo Ciechan poprawiło swoją sprzedaż po konflikcie z Dariuszem Michalczewskim.

No dobrze, ale dlaczego o tym piszę. Bo oto kolejna marka napoju sięgnęła po kontrowersję. Chodzi o napój Devil Energy i ich szeroko opisywany seksistowski post na Facebooku z klęczącą kobietą, która „wie co za chwilę będzie miała w ustach”. No i znowu należy przyznać punkt marketingowcom.

Powiem szczerze o napoju tym w ogóle wcześniej nie słyszałem, a nagle trafia on na nagłówki portali Internetowych, wraz z moralizatorskimi tekstami i komentarzami. Natomiast prawie nikt z tych osób nie widzi jednego. To działa. Sprzedaż również w tym wypadku pójdzie w górę. Wszyscy robią marce darmową reklamę, a grupa docelowa produktu jest inna, niż ta, którą taką kampanię opisuje.

Dlatego producent tak naprawdę nie musi przepraszać, ba zrobiono na Facebooku tylko podobny post z mężczyzną, jakby tłumacząc trochę to, że wielu ma zbyt wybujałą wyobraźnię.

Jedno jest pewne. Kontrowersja się sprzedaje, wiedzą to zarówno celebryci, stacje telewizyjne, jak i producenci różnych produktów. I naprawdę najlepszym co można w takim wypadku zrobić to nie żądać zwolnień kogokolwiek, tylko zacząć od siebie i przestać podgrzewać niepotrzebnie atmosferę. Wiadomo już od dawna, że kilka krytycznych słów o seksizmie danej marki, nie zmieni jej działania, ba nie doprowadzi do jej upadku, a tylko poprawi sprzedaż. Więc najwyższy czas zamilknąć.