Kopiujemy i nie kopiujemy

Kopiujemy i nie kopiujemy

Jutro w Polsacie emisję rozpoczyna nowy serial paradokumentalny „Małolaty”. Nowy, choć tak naprawdę będący konsekwencją popularności konkurencyjnej „Szkoły” TVNu. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że ta nowość ma być emitowana dokładnie wtedy, gdy znany już od dłuższego czasu serial kończyć będzie kolejne swoje odcinki. No i trzeba pamiętać, że w ogóle pierwsza z podobnym pomysłem była jeszcze w 2013 roku Telewizja Polska ze swoją „Szkołą życia”.

Podobnych programów w różnych stacjach telewizyjnych jest tak naprawdę bez liku. Bo gdy tylko jakaś nowa idea (często w ogóle nie powstała w naszym kraju, tylko zagranicą) zdobędzie popularność wśród widzów, naturalną konsekwencją jest skorzystanie z okazji i zaproponowanie czegoś podobnego. Był „Szpital” TVN, to rok później zobaczyliśmy „Pielęgniarki” Polsatu. Były „Trudne sprawy” Polsatu, to po roku TVN odpowiedział „Ukrytą prawdą”. Natomiast po „Małych gigantach”, czekał nas „Superdzieciak” (nie wspominam już nawet o wcześniejszych rywalach takich jak np. „Big Brother” i „Dwa światy”).

Wróćmy jednak do „Małolatów” i „Szkoły”. Ewidentnie kierowane są one przecież do tej samej grupy widzów i poruszają bardzo podobne tematy. Agresja uczniów w stosunku do rówieśników i rodziny, głupie filmiki wrzucane do Internetu, hejterzy, dopalacze, nieznani rodzice, pierwsze miłości, romanse, środki odchudzające, nastoletnie ciąże, rozbierane zdjęcia, czyli wszystko to co najwidoczniej publiczność tego typu formatów lubi.

Tak naprawdę jednak kwestia ewentualnych plagiatów w tej branży jest bardzo śliska. Chociażby w poprzednim miesiącu w sądzie skończyła się sprawa wytoczona przez firmę zajmującą się „Wiem co jem” TVN Style przeciwko „Zdrowiu na widelcu” Polsat Cafe. Oba programy pokazywały jak ważne jest zdrowe odżywianie oraz w jaki sposób różni producenci oszukują nas na swoich produktach. Natomiast dla wielu dość podobne wydawało zachowanie obu prowadzących (Katarzyny Bosackiej i Anny Guzik). W końcu jednak wszystkie zarzuty w tej sprawie jednak oddalono. Ostatecznie przecież można wpaść na podobny pomysł i tak jak w przypadku np. piosenek zainspirować się wcześniejszym dziełem w granicach zdrowego rozsądku (mityczne cztery takty). Tak więc pewnie jeszcze nie raz usłyszymy o mniejszych lub większych kopiach telewizyjnych ku uciesze lub nie spragnionych nowości widzów.