Sytuacja na Ukrainie staje się coraz bardziej intrygująca, także jeśli chodzi o media. Pisałem już o sprawie politycznego zakłócania telewizji satelitarnej. Ten proceder trwa nadal i dotyczy kilku najważniejszych stacji telewizyjnych Ukrainy. Doszło do tego, że wiele stacji jest zdublowanych, aby była możliwość ich odbioru z większej ilości źródeł na satelicie.
Można się domyślić, że podstawą w relacji media, a społeczeństwo jest uczciwe informowanie o wydarzeniach lub (w negatywnych wypadkach) indoktrynacja i przekonywanie do swoich racji. Aby nie dopuścić do tego drugiego współpracować postanowiły ukraińskie stacje telewizyjne. Razem ustaliły logotyp, który każda z nich emituje. I tak flagę Ukrainy wraz z tekstem (zarówno w języku ukraińskim i rosyjskim) jeden kraj znajdziemy na ekranie m.in. 1+1, Inter, Channel 5, TET, czy Zoom. Oprócz tego tworzony jest przez nich film o wspólnej Ukrainie.
Nic dziwnego, że takie działanie nie spodobało się stronie rosyjskiej. Szczególnie tej mieszkającej i zgromadzonej na Krymie. Biorąc pod uwagę zapowiedzi referendum w logiczny sposób postanowiono ograniczyć szanse przekonania obywateli przez kanały ukraińskie. Zaczęło się od 3 marca gdy już chciano przeforsować pomysł wyłączenia wszystkich ukraińskich mediów i zastąpienie ich innymi. Choć na początku po negocjacjach uznano to za nielegalne, wystarczyło kilka dni by sytuacja się zmieniła.
Po prostu zamieniono na Krymie kanały ukraińskie na rosyjskie. Dokładnie chodzi o telewizję analogową, która wciąż jest naziemnie na terenie Ukrainy (pomimo rozwiniętych etapów cyfryzacji). Stacja znana także w Polsce jako Black Sea TV (Czarnomorska) to od niedawna informacyjna Rossija 24, ta sama stacja pojawiła się w zamian za Channel 5, zaś 1+1 to Rossija 1, czyli główny publiczny kanał w Rosji. Co więcej wcześniej siły wojskowe przejęły już panowanie nad centrami radiowo-telewizyjnymi nie tylko na Krymie, ale też w Sewastopolu i Krasnoperekopsku.
Są także apele o uczciwe informowanie o wydarzeniach na Ukrainie w mediach, ale nic dziwnego, że przynajmniej od telewizji rosyjskiej odbijają się jak od ściany. Sytuacja na Ukrainie jest ciągle rozwojowa. Ze względu na współczesność konfliktu nie pamiętam również, by tak wielkie znaczenie w całej sytuacji mogła mieć telewizja. Sam rynek stacji na Ukrainie jest zróżnicowany plus do tego dochodzą media elektroniczne. Jednak Rosja dobrze wie, że największa liczba obywateli korzysta z telewizji naziemnej. Dlatego ich posunięcie z zastąpieniem kanałów na Krymie niestety może być skuteczne. Aby wyrobić sobie właściwe zdanie obywatele powinni oglądać informacje z wielu różniących się źródeł, a na to niestety nie ma już co liczyć. A takie sprytne zachowania tylko podkopują autorytet obecnej władzy Ukrainy w oczach mieszkańców Krymu.
