Beatelsi śpiewali „all you need is love”, ale ta sprawa nie ma wiele wspólnego z miłością. Nie wiem czy wcześniej wiedzieliście o tym, że w ogóle istnieje w Polsce telewizja Love. Jest to kanał prezentujący wszystko co związane z weselami (czyli np. fragmenty prywatnych nagrań, czy programy z poradami), który zastąpił w naszym kraju, nie istniejący już, Wedding TV. Całe zamieszanie wokół tej telewizji rozpoczęło się 20 listopada 2013 roku, gdy została wyłączona w Cyfrowym Polsacie (z powodu „niedopełnienia obowiązków” nadawców Love), ale prawdziwa eskalacja konfliktu to ostatnie dni.
Z kronikarskiego obowiązku należy również przypomnieć, że kanał powrócił najpierw do kablówek, a dopiero 2 kwietnia do Cyfrowego Polsatu. Jednak alarmująca było pierwsze oświadczenie nadawcy, w którym stwierdza, że„doszło do złamania praw autorskich oraz plagiatu” i nie ma nic wspólnego z kanałem Love nadawanym satelitarnie przez Polsat. No i się zaczęło.
Okazało się, że tak naprawdę istnieją w Polsce dwa kanały Love! Choć trudno w to uwierzyć włączenie do Cyfrowego Polsatu zaczęło konflikt pomiędzy właścicielami stacji Love Poland, czyli 1 Plus 1 Equals 10 Ltd. , a programu Love firmy Creamdove Limited. Mówiąc w skrócie kablówki emitują tą pierwszą wersję kanału, a Cyfrowy Polsat drugą. Wszystko staje się jeszcze bardziej pomieszane gdy sprawdzimy, że w ich ramówce znajdziemy w zasadzie te same audycje. Czyli ktoś korzysta z tych materiałów bezprawnie. Tak oto z zamieszania o telewizję weselną rozpoczęła się trzymająca w napięciu telenowela.
Telenowela podsycana kolejnymi oświadczeniami już trzech stron (wraz z wplątanym w to Cyfrowym Polsatem). 1 Plus 1 Equals 10 Ltd. pisał o „nieudanym klonie naszego kanału” i „kradzieży”. Co więcej oskarżał Polsat, że przywłaszczył sobie materiały stacji, bo to nie właściciel kanału układał jego ramówkę tylko właśnie Cyfrowy Polsat. Średnim posunięciem było natomiast kierowanie sprawy do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, gdyż obaj właściciele telewizji Love nie posiadają polskiej koncesji, a jedynie licencję brytyjskiego Offcomu i to właśnie tam powinni dociekać swoich praw. Ale sytuacja i tak zaczęła się zaogniać.
W międzyczasie wspomniana firma poinformowała, że Creamdove Limited (ten od Love w Polsacie) jest od listopada w likwidacji i pomimo próby przekazania licencji na kanał dla Coralcove Limited („właścicielem jest brat prezesa Creamdove”) obecnie prawa autorskie posiada 1 Plus 1 Equals 10 Ltd. Do tego momentu była to jak widać strona atakująca. Ich argumenty starał się „odbijać” tylko Cyfrowy Polsat, który emituje program tworzony przez Creamdove. Gdy po raz pierwszy zabrała głos druga strona, sprawa przybrała zaskakującego obrotu.
Przezes Coralcove Radosław Grabiec poinformował, że właścicielem stacji od 2006 roku były wspólnie trzy spółki (Wedding, Creamdove i Coralcove). Posiadają one licencje brytyjskiego Offcomu i włoskiego AGComu. Natomiast jeśli chodzi o Love (Poland) to „były pracownik z działu emisji, p. Marcin Hoszowski (…) przywłaszczył sobie kopie materiałów (…) i postanowił emitować nielegalną kopię kanału “LOVE””. Ich zdaniem to właśnie działanie firmy 1 Plus 1 Equals 10 Ltd. Sprawiło, że stacja Love została wyłączona w listopadzie zeszłego roku. Zostało również złożone zawiadomienie do prokuratury, UKE i KRRiT. Tak samo zbulwersowany był jeden z producentów programów emitowanych przez Love Poland, bo po prostu nie udzielał na niego licencji spółce 1 Plus 1 Equals 10 Ltd.
Te oświadczenia spotkały się znowu z szybką reakcją wspomnianej firmy i oskarżonego Marcina Hoszowskiego. W nowym oświadczeniu znajdują się linki do dokumentów potwierdzających punkt widzenia 1 Plus 1 Equals 10 Ltd. Jest tam między innymi informacja o tym, że Wedding i Creamdove są w upadłości, Coralcove nie ma praw do licencji Offcomu, a loga to obecnie znaki przez firm zastrzeżone, także w Urzędzie Patentowym. Zaś późniejsza odpowiedź Coralcove skupia się na potencjalnej „kradzieży” i „skopiowania (…) znaku towarowego na dysk i przedstawienia jako swoją własność”.
Tak oto mamy niesamowicie skomplikowaną sytuację, którą wcześniej porównałem do telenoweli. Co ciekawe od tego ostatniego oświadczenia z 4 kwietnia brak kolejnych. Być może obie strony poszły po rozum do głowy, że lepsza jest ostateczna decyzja sądu niż publiczne „pranie brudów”. Cała sprawa jest czymś bez precedensu na naszym rynku medialny. A dotyczy przecież mało popularnego, tematycznego kanału. Jedno jest pewne panowie Grabiec i Hoszowski nie pałają do siebie miłością, natomiast sprawa jest ciągle rozwojowa. „Bo kiedy nie ma miłości, co dalej, co dalej …”
