Czym jest rekord? Według definicji to największe osiągnięcie lub najlepszy wynik w danej dziedzinie. Tym samym w świecie piłkarskim za rekord powinno się uznawać największą ilość strzelonych goli w sezonie, w meczu, w połowie (wynik Roberta Lewandowskiego 5 goli w 9 minut jako rezerwowy był ewidentnie rekordem), plus liczba asyst, ilość przebiegniętych kilometrów, czy minut bez straconej bramki. Raz na jakiś czas statystycy wyciągną też informacje o najmłodszym strzelcu, albo w ogóle najmłodszym graczu w jakiejś drużynie (najlepiej narodowej). Jednak czy Onet i Przegląd Sportowy przypadkiem nie przesadzają i nie deprecjonują samego znaczenia słowa rekord?
Mowa o wczorajszym artykule „Rekordowe osiągnięcie Krystiana Bielika”, reklamowanym na głównej stronie jako rekord polskiego piłkarza i podsumowujące występ młodego zawodnika od 60 minuty w przegranym 0:3 meczu Arsenalu (do tego w często „olewanym” przez największe ekipy w Anglii Pucharu Ligi). Krystian, jak to skrzętnie policzono, w chwili debiutu w pierwszej drużynie Kanonierów miał 17 lat, 9 miesięcy i 23 dni. No rekord jak się patrzy, ale jaki?
Otóż od wczoraj jest najmłodszym Polakiem (jeszcze logiczne) w XXI wieku (no dobra niech im będzie), który zadebiutował w klubie z silnej zagranicznej ligi (basta, szczególnie, że przypominam iż był to Puchar Ligi). Bardziej skomplikowanego rekordu nie wymyślili chyba w całej księdze Guinnessa. Owszem pochwały należą się dla statystyka w Przeglądzie Sportowym, który wyciągnął tak atrakcyjną informację, ale przecież to znaczna przesada. To tak jakby ktoś na siłę próbował coś znaleźć, ale nie mógł.
Praca wyglądała pewnie tak. Musi być najmłodszym polskim debiutantem. Chwila sprawdzenia no nie są młodsi (zresztą twórca artykułu sam się poprawia pisząc o rekordziście w lidze Wysp Owczych, mającym 16 lat, 5 miesięcy i 11 dni). No to dodajmy XXI wiek, bo pewnie w XX, szczególnie w latach 90-tych mógł być ktoś młodszy. Kolejne pudło, bo jak czytamy był jeszcze Bartosz Salamon, Martin Kobylański i Ivo Pękalski. No i olśnienie oni przecież debiutowali w drugiej lidze włoskiej, drugiej niemieckiej i drugiej szwedzkiej. Czyli wystarczy dodać, że najmłodszy w klubie z silnej ligi.
Mimo wszystko nadal się zastanawiam czy warto chwalić się takim rekordem. Ponieważ pewnie każdy z nas próbując szukać w swoim życiu jakiś dziwacznych osiągnięć w czymś byłby najlepszy. Przecież można było napisać o powiedzmy najstarszym graczu piłki wodnej w Pcimiu Dolnym w XXI wieku, czy najmłodszym strzelcu samobója ręką w A-klasie w (dodajcie sobie sami) jakimś okręgu. Dlatego z całym szacunkiem dla dziennikarza, jak i dla Krystiana Bielika mam nadzieję, że kiedyś naprawdę trafi on do listy prawdziwych rekordów, w stylu największej ilości bramek, czy asyst w Lidze Mistrzów, bo na razie ktoś próbuje szukać niepotrzebnej sensacji.
