Po Dicopoland

Po Dicopoland

W sobotę mieliśmy niewątpliwą przyjemność po raz pierwszy zobaczyć nowy program w ramówce Telewizji Polskiej. Zaraz po „Kocham cię Polsko” w Dwójce, zamiast kolejnej powtórki mało udanych czwartkowych „Pierwszych randek” mieliśmy coś dla fanów polskiej muzyki tanecznej (mowa o „Discopoland”).

Z założenia jest to serial dokumentalny o fenomenie muzyki disco-polo i taki rzeczywiście jest, choć szczerze po pierwszym odcinku można powiedzieć, że „Discopoland” niestety nie jest czymś wyjątkowym. Dlaczego? Możemy mówić o dość powolnej fabule i pewnych niedociągnięciach wskazujących, że niektóre sytuacje są tam zaaranżowane.

Na razie przede wszystkim chciano odczarować Warszawę. To znaczy pokazać, że stolica również potrafi bawić się przy muzyce disco-polo i muzyka ta nie jest tylko domeną mniejszych miejscowości. Pokazano więc słynny klub Explosion i prawdziwych ludzi zakochanych w tym nurcie muzyki. Problem w tym, że byli to raczej mieszkańcy stolicy popularnie nazywani słoikami.

Poznaliśmy więc Damiana, Patrycję która zajmuje się malowaniem paznokci i Mazio (pseudonim ochroniarza w klubie disco-polo, który sporo czasu spędza na siłowni). Do tego zaprezentowano koncertujący od ponad 20 lat zespół Mejk z liderką Elwirą.

Doszło nawet do tego, że gwiazda disco-polo przez „przypadek” przed koncertem w salonie manicure trafia na Patrycję, która przygotowuje dla niej paznokcie. Ta mówi jej, że będzie na jej występie i lubi tę muzykę, a już potem w klubie zostaje wyłoniona ze sceny, by zatańczyć do jednej z piosenek (czysta magia telewizji).

W „Discopoland” są więc momenty gdy dowiadujemy się czegoś więcej zza kulis muzyki disco-polo, a także słuchamy różnych przebojów (co ciekawe tylko fragment pochodzi z wykonania na żywo, potem wmontowana jest wersja z płyty). Jednak większość idzie w stronę czegoś wyglądającego na paradokument, a nie dokument. Do tego sam pomysł po pewnym czasie widza może nużyć.

Oczywiście po pierwszym odcinku programowi nie można odbierać szans. Może wszystko się rozkręci (w końcu w sobotę już miasto Marcina Millera, czyli Ełk), ale na razie nie wygląda to najlepiej, ba można powiedzieć że na ciekawsze produkcje można już trafić na Polo TV. Choć pewnie w założeniu „Discopoland” ma tylko poprawić słupki oglądalności TVP.