Polska telewizja matrymonialna

Ogólnie telewizja powinna spełniać różne funkcje. Tą podstawową jest zapewne informacja i rozrywka. Większe oczekiwania mamy jednak w stosunku do telewizji publicznej, która powinna spełniać magiczną już misję. W tej na pewno znaleźć musi się i edukacja. Jednak co zrobić skoro ostatnie pomysły polskich stacji idą w zupełnie zaskakującą stronę. Atakują nas bowiem audycje (o zgrozo) matrymonialne.

Już za nami pilot nowego programu TVP1, pod tytułem „Rolnik szuka żony”. Ogólnie już z tytułu można wnioskować na czym program polega. Mamy do czynienia z innym rodzajem reality show, w którym pokazywani są prawdziwi rolnicy i zainteresowane nimi kandydatki. Obecnie telewizja czeka na listy od kandydatek (po prezentacji uczestników) Wszystko wygląda więc jak słaby serial paradokumentalny, jednak tutaj dzieje się naprawdę! Oglądalność zerowego odcinka audycji była, powiedzmy sobie szczerze, słaba. 1,33 miliona widzów to gorszy wynik nie tylko od żelaznych seriali Dwójki, ale też TVNu (Na wspólnej i W11) oraz Polsatowskich Kiepskich i kulinarnego Top Chef. Mimo to program z rolnikami zobaczymy w pełnej krasie na jesieni w najnowszej ramówce. I mimo że konkurencje będzie miał pewnie inną (zniknie W11, a Polsat może również postawić na coś innego) to trudno mu wróżyć sukces (choć warto zauważyć już 1000 zgłoszonych kandydatek na żony w tak krótkim czasie).

Oczywiście mamy do czynienia z formatem sprawdzonym zagranicą. Realizacją zajął się znany Freemantle Media, a ja sam najbardziej słyszałem jedynie o niemieckim Bauer sucht Frau. Uznawałem go bardziej za ciekawostkę, niż silny punkt ramówki. Już teraz pojawiają się również komentarze polityczne. Niektórzy wręcz twierdzą, że stoi za nim PSL. Do tak dalekich wniosków na pewno bym sam nie dochodził, ale w sumie będzie okazja by obalić trochę mitów o rolnikach. Oczywiście istnieje TVR, jednak mam na myśli ich większą obecność w ogólnodostępnej stacji. Bo naprawdę Agrobiznes i historie np. w Sprawie dla reportera to za mało. Na tym plusy programu jednak się kończą i jakoś nie wyobrażam sobie by zdobył większą widownię.

Pomysł Telewizji Polskiej to nie jedyna propozycja matrymonialna w najbliższym sezonie. Do walki włączył się bowiem TVN, który wyemituje „Kto poślubi mojego syna”. I tym razem będzie to reality-show znany w innych krajach (szczególnie we Francji). Jednak pokaże życie mężczyzn mieszkających dalej z rodzicami i nie mających partnerki życiowej. Nie zabraknie więc kamer w całym domu, „niesamowicie” ciekawych dialogów i zwykłej matczynej troski. Obecnie trwają poszukiwania uczestników. Poziom programu wyznacza już z góry wypowiedź o tym, że budżet będzie mały, a ewentualna oglądalność wysoka. Powiem tylko tyle. Nie tędy droga (przynajmniej z perspektywy widza). Bo już niedługo każda stacja będzie nas raczyć tanimi produkcjami, które wiele zarabiają. Choć w sumie już to robią (patrz Trudne sprawy, Pamiętniki z wakacji, Ukryta prawda itp. itd.).

Najgorsze jest to, że włodarze stacji niczego się nie uczą. Przecież był już Kawaler do wzięcia w TVN (raczej się nie sprawdził skoro zniknął po pierwszym sezonie). Mamy także masę takich pseudo programów randkowych na MTV, czy powtarzanych na Vivie (w większości made in USA). Ale w sumie jakie oczekiwania widowni taka ramówka. Co pokazuje Homeland, który Polacy woleli oglądać piracko w Internecie niż z opóźnieniem w TVP1. Z drugiej strony może to jest jakiś pomysł. Lepszy poziom, ale premierowo w tym samym czasie jak zagranicą, chyba że stworzymy coś porządnego na własnym podwórku. Tylko skąd na to wziąć pieniądze?