Powinniśmy się już w pełni przyzwyczaić do tego, że uczestnicy najróżniejszych reality show w większości to co robią, robią dla sławy i popularności. Zresztą stacjom telewizyjnym także zależy na jak największych kontrowersjach i często wręcz głowią się nad tym co zrobić by przyciągnąć widzów za wszelką cenę.
Wygląda to pewnie tak, że najpierw siadają przy stole mądre głowy i wymyślają różne ciekawe scenariusze (gdy mają do dyspozycji zagraniczny format to mogą także zaczerpnąć inspiracji z czegoś co gdzieś już zadziałało). Potem mamy już casting i wybór między rzeczywiście naturszczykami będącymi idealnymi kandydatami (w myśl członu „reality”), a szukającymi swoje 5 minut (wystąpili przecież dotychczas np. w takich produkcjach jak „Wczorajsi, czyli taśmy prawdy”), którym łatwo można dać gotową do odegrania rolę.
Potwierdzić to w znacznej mierze może najnowsze zdemaskowanie mistyfikacji. Tym razem przy okazji „Projekt Lady” TVN. To przecież tu m.in. perfekcyjna pani domu Małgorzata Rozenek miała uczyć, jak damą być, rozwydrzone i chamskie dziewczyny. Nikomu nie przeszkadzało nawet to, że użyto formatu telewizyjnego odbiegającego zupełnie tradycją od naszego kraju.
Dziennikarka „Krytyki politycznej” podjęła się tej niewdzięcznej roli, ale należy jej podziękować, że chociaż po takim czasie wyjaśniła nam wszystkim jak było naprawdę. Przede wszystkim podkoloryzowano trochę życiorysy uczestniczek programu. I tak jedna z nich zamiast zwykłej tancerki stała się tancerką erotyczną, a druga zamiast pochodzenia z rodziny patologicznej, ma matkę nauczycielkę (którą podczas realizacji „Project Lady” po prostu nie wystąpiła by nie stracić reputacji).
Oprócz tego mieliśmy posądzenie o lenistwo, a i prawdziwych kochających rodzin w programie również nie pokazano. Co ciekawe, jednak wszystkie uczestniczki stoją jak mur za producentami reality show. Twierdzą, że nic nie zostało tu ustawione, a one spontanicznie w ostatniej chwili robiły to co potem pokazano na ekranie.
Choć z drugiej strony pamiętajmy o umowach, które na pewno panie podpisały decydując się na udział w programie. Na pewno nie mogły pewnych rzeczy wyjawiać, ani krytykować producentów. Wszystko co złe zrzuciły więc na montaż, który jak to tradycyjnie w reality show, jednych pokazała w lepszym świetle, a drugich w gorszym.
Mimo wszystko nawet takie informacje każą nam się zastanowić, jako widzom, w co wierzyć, albo czy w cokolwiek co pojawia się w reality show wierzyć. Przecież nawet tutaj jedna z uczestniczek narzeka, że wyszła na bezbarwną, a wycięto fragmenty, w których była chwalona! To co dopiero powiedzieć o „Ślubie od pierwszego wejrzenia”? Może też po czasie dowiemy się od uczestników w jaki sposób zostali skrzywdzeni przez montażystów.

