Przekleństwa poza anteną, czyli gdzie leży granica tego co prywatne i publiczne

Motywacją do napisania tego tekstu było dla mnie nagranie z kulis programu „Dzień Dobry Bardzo” w Radiu Zet. Otóż ktoś (w domyśle mszcząca się osoba z realizacji) pozwolił by w Internecie pojawił się fragment audycjiz przekleństwami. Oczywiście na radiowców spadła ogromna krytyka, ale czy to wstydzić nie powinien się udostępniający taki plik, a nie osoba mówiąca takie słowa poza anteną?

Podstawowa sprawa to podział w mediach na to co jest prywatne i publiczne. Publiczne jest dla mnie wszystko to co dociera do widzów, słuchaczy podczas audycji na żywo. Są to więc takie słowa, które dana osoba chciała powiedzieć i przekazać społeczeństwu. Natomiast w tym wypadku mamy do czynienia, z momentem jednak prywatnym. Czyli wymianą zdań, owszem niekulturalną, ale taką, która nie powstała z myślą o większym gronie ludzi, ale znajomymi w studiu.

Zasadniczo sytuacja wyglądała więc tak, że bliżej niezidentyfikowany ktoś, nie wcisnął jednego przycisku rozłączającego studio z playerem na stronie radia. Co sprawiło, że transmisja dla wybranych trwała dłużej, natomiast inny życzliwy postanowił to nagrać i udostępnić większej ilości ludzi. We fragmencie padają najpopularniejsze przekleństwa, co nie jest powodem do chwały, ale wydaje mi się, że są momenty podczas których w zaufanym gronie znajomym potrafią one paść.

Tak samo wygląda kwestia gwiazd, którym media wchodzą z butami do życia osobistego. Nauczmy się wreszcie, że np. każdy aktor jest osoba publiczną podczas wykonywania swojego zawodu. Można więc być krytycznym do jego pracy i oglądać np. na scenie. Jednak czym dana osoba potrafi sobie zasłużyć, że ktoś chodzi za nią w godzinach nie wykonywania żadnej służby publicznej i pstryka zdjęcia z ukrycia. Tak działają paparazzi i tak działają portale plotkarskie (z myślą donieś i ty to pokażemy twoje materiały na naszej stronie). A przecież sprawa jest chyba jasna,a dotyczyć może naprawdę każdego.

Inna sprawą są portale społecznościowe. Coraz częściej słyszymy, jak to ktoś stracił pracę lub został zawieszony w obowiązkach z powodu tego co umieścił na Facebooku, czy Twitterze. Napisał więc swoją opinię, swoje zdanie na jakiś temat, a to nie spodobało się pracodawcy, bo jest z nim utożsamiany. To kolejna bzdura idąca w stronę podsłuchów i inwigilacji z czasów służb PRL. Każe się w taki sposób wolność wyrażania opinii i wolność słowa, bo zawsze jest ktoś życzliwy kto doniesie na drugą osobę i nagłośni sprawę. Ale czy przypadkiem właśnie taki wpis nie był wykonany w czasie wolnym, albo nie był przeznaczony do wąskiego grona osób? A przecież są i prywatne profile, a i tak z nich informacje potrafią się przedostać dalej.

Jeszcze kwestia np. przekazów satelitarnych. Otóż przed każdą transmisją, czy to z konferencji prasowej, Sejmu, czy meczu piłkarskiego na satelicie pojawia się dosył przed rozpoczęciem danego wydarzenia. Niektóre z nich są niekodowane i ogólnodostępne (choć nie interesuje się nimi wiele osób). I czy sądzicie państwo, że technicy, a także dziennikarze, czy komentatorzy nie używają podczas tych prób przekleństw? Oczywiście, że uważają, ale jakoś nikt nie stara się tego nagłaśniać, bo mamy do czynienia z tym co ostatecznie na antenę nie trafia. Swego czasu żartowano np. z przekleństw jednego z komentatorów Polsatu, ale było to raczej w wąskim gronie osób, które miały dostęp do przekazu satelitarnego. Wynika z tego, że jakby nagrywać takie dosyły przed wydarzeniami i publikować w Internecie oczernilibyśmy masę ludzi. Tyle, że są na szczęście jeszcze Ci niezawistni i odróżniający co jest sferą prywatną, a co publiczną.

Dlatego zgadzam się, że używanie przekleństw nawet poza anteną telewizji, czy radia jest naganne, ale jeszcze większym chamstwem jest robienie z nich afery. podczas gdy nie padły one podczas właściwej relacji. Ale może to po prostu zderzenie dwóch innych kultur. Osobistej z organizacyjną (reprezentowaną przez donosicielstwo). A część społeczeństwa jest niestety coraz bardziej uczona, że warto donosić na kogoś chociaż trochę znanego, a „najlepiej”, że można to jeszcze robić anonimowo.